Page 187 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 187

186                           OCALALI



         Pasażerowie autobusu wydali z siebie zduszone: „oj!”. Rozglądali się po sobie,
         uśmiechając się krzywo.
            – Sorry, miss – wyszeptał pan Mashada do Marysi – musi się pani pożegnać
         z kapeluszem. – Dał kierowcy znak, by jechać.
            Jechali dalej. Gorące powiewy, które kłębiły się teraz ponad drogą i porywały
         piaszczystą ziemię w wir, czyniły powietrze jeszcze bardziej dusznym. Ciężko
         było złapać oddech, choć ubrania na ciele, okryte pyłem, trzepotały od wiatru.
         Pasażerowie przytrzymywali letnie kapelusze rękoma. Wszyscy siedzieli teraz
         i podnosili się tylko, gdy pan Mashada pokazywał coś interesującego. Marysia
         jako jedyna stała i wyglądała na zewnątrz. Gruby warkocz zsunął się jej z głowy.
         Z powodu wiatru i ciągłych wstrząsów autobusu, warkocz ten wyglądał jak po-
         ruszający się na jej ramieniu wąż. Słońce świeciło wprost na jej czoło i sprawiało,
         że blizna wydawała się ogniście czerwona.
            Nie mogę pozwolić, żeby tak stała w płonącym słońcu – powiedział do siebie
         Simon w duchu – może dostać udaru. Jestem za nią odpowiedzialny. Jak gdyby
         blizna na jej czole przywoływała go, hipnotyzowała, wstał, podszedł do niej, zdjął
         kapelusz ze swojej głowy i naciągnął go na jej:
            – Pasuje pani – powiedział z przejmującą delikatnością.
            – Nie powinien pan. – Podniosła rękę, chcąc zdjąć kapelusz.
            – Niech się pani nie waży go zdejmować. To rozkaz!
            Bardzo ucieszony, samemu nie wiedząc z jakiego powodu, zaśmiał się do niej.
         Tak roześmiany z powrotem usiadł obok Mildred i chustką do nosa wytarł pot
         z kawałka łysiny na środku głowy. Mildred była na niego zła:
            – Jak mogłeś zrobić coś takiego? Ona ma wystarczająco dużo włosów na
         głowie dla ochrony przed słońcem, a tobie ich nie wystarczy…
            – Jej włosy są ciemne. Przyciągają promienie. Jestem odpowiedzialny za naszą
         ekspedycję, moja droga.
            – To weź mój kapelusz – zdjęła swój kapelusz z głowy. – Mam jasne włosy. –
         Uśmiechnęła się do niego opiekuńczo.
            Z powrotem włożył jej kapelusz na głowę:
            – Nie waż się go zdjąć. To rozkaz! – Spojrzał na nią łagodnie. Nawet teraz,
         w upale, w powszechnym rozchełstaniu, powodowanym przez gorąc, wyglądała
   182   183   184   185   186   187   188   189   190   191   192