Page 185 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 185
184 OCALALI
nie jest sztuczka, żeby uczynić moją historię bardziej prawdopodobną. Daty są
zimne i rzeczowe, dokładnie tak jak prawda w Serengeti. Dzięki nim moje oczy
są jeszcze suche.
– Przestań mnie nazywać profesorem – powiedział Simon łagodnie.
Marysia opowiadała dalej:
– Tak się zaczęło moje włóczęgowskie życie. Błąkałam się z jednego miasta
uniwersyteckiego do drugiego, chwytałam się każdej możliwej pracy, żyłam niemal
bez grosza, aż w końcu dopisało mi szczęście. Dostałam stypendium na studia
w Nowym Jorku, na pańskim wydziale. – Ku swojemu zdziwieniu zobaczyła
w jego oczach łzy. – Oczy panu łzawią? – zdumiała się.
– To już z pewnością jest happy end. – Wytarł twarz dłońmi. Był silnie prze-
jęty. – Teraz znam całą prawdę o tobie.
– Nie, jeszcze nie całą. Trzy lata temu zmarł Karol Wiśniewski, a po nim
Stefa. Wybrałam się do Polski odwiedzić ich groby i złożyłam też wizytę mojej
Barbarze. Wychowywała u siebie polską sierotkę. Adoptowałam tę pięcioletnią
sierotkę i przywiozłam do Ameryki. Wychowuję ją jako żydowskie dziecko.
Obchodzę z nią żydowskie święta. Razem z nią czytam biblijne historie, zna już
wszystkie żydowskie piosenki, które śpiewała mi moja mama.
Z piersi Simona wyrwał się spazmatyczny szloch. Nie przestawał ocierać
twarzy dłońmi.
– Co za głupstwo, co za idiotyzm – wymamrotał. – Nie wiem, co mnie dzisiaj
napadło. Nie uroniłem łzy od pogrzebu mamy.
– To są dobre łzy – powiedziała cicho Marysia, obejmując jego głowę i przy-
ciskając ją do piersi. – Czułam, że mają nadejść. Że zaczynasz się oczyszczać, że
ciągnie cię do mnie. Dotknij mojego czoła. Nie bój się. Pocałuj mnie.
Dotknął jej czoła i pocałował bliznę.
– Pocałuj mnie w usta, przecież chcesz.
– Nie wolno mi. To niebezpieczne.
– Jesteś odważny.
– Kocham Mildred. Jest dla mnie domem.
– Ja jestem twoim domem. Twoim prawdziwym, własnym domem. Nazywaj
mnie Ester.

