Page 183 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 183

182                           OCALALI



         mnie była radosna i wesoła. I tak koniec końców zdobyła moje serce, bardzo
         się do niej przywiązałam. Ubóstwiałam jej uśmiech i jej smutne piękno. Stała
         się najdroższą i najukochańszą istotą, jaką miałam w życiu. Nasze mieszkanie
         było zawsze pełne gości, przyjaciół mojej mamy. Dużo pito, jedzono, śmiano
         się i śpiewano, żeby zmącić pamięć i zapomnieć o grozie. Wśród gości było
         małżeństwo, najlepsi przyjaciele mojej mamy, którzy razem z nią pracowali,
         organizując w różnych miejscach kraju kluby dla dzieci, po polsku mówiło się
         na to „świetlice”. Nazywali się Stefa i Karol Wiśniewscy. Oboje mieli doktoraty
         z pedagogiki. Mama powiedziała mi w tajemnicy, że są Żydami, dokładnie tak
         jak my, i że nazwisko Wiśniewski przyjęli, ukrywając się po aryjskiej stronie.
         Mama z powodu swojej pracy dużo jeździła po Polsce. Zostawiała mnie wtedy
         u Wiśniewskich, którzy nie mieli dzieci. Kochali mnie, dla zabawy mogłam
         zrobić w ich domu kompletny bałagan. Kupowali mi zabawki i rozpieszczali
         smakołykami. Byłam szczęśliwym, wypieszczonym dzieckiem. Rozumie pan?
         Tak mama, jak i Wiśniewscy znaleźli we mnie pociechę. Tylko w szkole życie
         stawało się przykre. Dzieci śmiały się z mojej brzydoty. Blizna stała się dla mnie
         czymś jak kainowe znamię, moim wypaczonym poczuciem winy za nieszczęście
         urodzenia się Żydówką.
            Simon Braun czuł, że coś się w nim rusza i szamocze. Gdzieś w głębi siebie
         przyznawał, że również i on uważał swoją żydowskość za winę, za defekt, za bliznę
         na duszy; że błona, zaciągnięta na jego świadomości, ma z nią związek; że może
         z tego powodu, wyczuwając brzemię swojego żydowskiego losu, nigdy nie czuł
         się pełnym człowiekiem.
            – Czyli to jest prawda o tobie… – wymamrotał.
            – Jeszcze nie cała prawda, profesorze. Jest jeszcze jeden rozdział, albo dwa, albo
         trzy. Szczęście z moją odnalezioną mamą nie trwało dłużej niż dwa i pół roku.
         W czerwcu tysiąc dziewięćset czterdziestego szóstego roku doszło do pogromu
         na Żydach w Kielcach . Napadano na Żydów w pociągach i autobusach. Wielu
                            28
         Żydów chodziło z bronią. Piątego maja tysiąc dziewięćset czterdziestego siódmego


         28   Powojenny pogrom kielecki, podczas którego zabitych zostało co najmniej 40 Żydów, a 35 zostało
            rannych, miał miejsce 4 lipca 1946 roku. Po nim nastąpiła fala wyjazdów z Polski.
   178   179   180   181   182   183   184   185   186   187   188