Page 178 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 178
W SERENGETI 177
dla niego spędzić noc w nadrzewnym domu w całkowitym milczeniu, wsłuchując
się w muzykę leśnej ciemności. Poradził gościom, żeby zrobili to samo.
W dole księżyc odbijał się w zbiorniku wodnym, a nad nim unosił się na
wodzie odblask gwiazd. Wydawało się, że hipopotamy połkną kilka z nich, za
każdym razem kiedy wynurzały głowy nad powierzchnię jeziora i głębokimi
wydechami wydmuchiwały z siebie fontanny wody. Wszelkiej maści zwierzęta
nieustannie przybywały się napić. Z oczami wymierzonymi wokoło, wykradały
swój przydział wody, uważając jednocześnie na młode. Gdy tylko wyczuły coś
w powietrzu, znikały w ciemnej gęstwinie lasu. Oto pojawił się lampart, a po
nim gepard – koty chodzące swoimi drogami i nie łączące się nigdy w stada. Po
nich przyszedł kot wszystkich kotów, który już zdecydowanie należał do towa-
rzystwa – lwica, która przyprowadziła ze sobą całą kompanię długogrzywych
samców i gromadkę maluchów. Kiedy odeszli, pojawiły się lisy i szakale, aż nie
rozproszyła ich wszystkich zgraja dzikich psów. Wodne mangusty, podobne
do olbrzymich szczurów, wygrzebały się z błotnistego brzegu i spacerowały
dookoła zbiornika.
Było po północy. Mildred zrobiła się śpiąca. Zostawiła wydziergany pled Si-
monowi, pocałowała go i poszła położyć się do środka. Również inni, zmęczeni
długim, gorącym dniem pełnym wrażeń, nie mogli już utrzymać oczu otwartych
i zdezerterowali.
Simonowi zdawało się, że został sam jeden na galerii. Jeśli pan Mashada sie-
dział gdzieś jeszcze, nie dało się go stamtąd zobaczyć. Simon zauważył, że ktoś
się do niego zbliża. Wiedział kto to. Marysia wydawała się odmieniona. Wieniec
włosów już nie okalał jej głowy.
– O, ma pan pled, profesorze – wyszeptała. – Zamarzam. Umyłam włosy
w kabinie i nadal nie wyschły.
Zarzuciła włosami, które wydawały się teraz czarne, jak gdyby otwarła mu
przed oczami wielki, czarny wachlarz. Jej włosy były zdumiewającej długości.
Potarła jedną dłoń o drugą.
Blizna na jej czole nie pokazała się i Simonowi przyszło na myśl, że jej twarz
jest blada i eterycznie piękna. Wyciągnął pled zza pleców:
– Proszę go wziąć. – Wyciągnął do niej rękę z pledem.

