Page 173 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 173

172                           OCALALI


                                          *

         Pan Mashada żałował czasu straconego przez kaprysy autobusowego silnika i pole-
         cił kierowcom zawrócić w stronę granicy. Znajdowało się tam małe schronisko ze
         stołami i ławkami w cieniu, gdzie będzie można zjeść zabrany z domu gościnnego
         prowiant. Był tam też garaż, w którym można będzie przyjrzeć się pojazdom.
            – Masajowie byli dumnymi wojownikami – wyjaśniał pan Mashada. – W cza-
         sach niewolnictwa handlarze niewolników unikali tej okolicy i żaden z Masajów
         nie został sprzedany w niewolę. Ale że nie prowadzą już więcej żadnych wojen,
         a polować też nie mogą, to znaczy legalnie im nie wolno, toteż jedynym chwa-
         lebnym zajęciem dla masajskiego mężczyzny jest bycie pasterzem swoich trzód.
         Bydło to u nich największy skarb. Piją mleko i krew swoich krów, są one ich
         głównym źródłem utrzymania.
            Smukli, wąscy w biodrach mężczyźni siedzieli na podwórzu. W zgodzie ze
         swoim ideałem piękna nie mieli muskularnych, napiętych ciał; ich ciała wyglą-
         dały jak uformowane z gładkiej masy mięśni, powleczonej cienką, jasnobrązową
         skórą. Kobiety, obwieszone paciorkami przeciągniętymi przez wielkie dziury
         w płatkach uszu, stały dookoła mężczyzn. Maczały cienkie witki w miskach
         wypełnionych farbą i malowały wymyślne wzory na ich twarzach, rękach i ple-
         cach. Inne zaplatały cieniuteńkie warkoczyki z męskich włosów, układały im je
         na głowach i wszystko to smarowały gliniastą, ziemisto-czerwoną masą. Inne
         kobiety, półnagie, pracowały wewnątrz chat.
            – Masajowie nie tolerują nad sobą żadnych królów ani wodzów – pan Mashada
         pospieszył z wyjaśnieniem. – Tylko starsi i znachorzy mają u nich konkretny au-
         torytet. I tak jak w każdym demokratycznym społeczeństwie, całe dnie i tygodnie
         zajmuje im zdecydowanie, czym by się nie zająć.
            Pan Mashada przedstawił Simona jako kierownika grupy przed starszymi,
         którzy wyszli im naprzeciw. Stary Masaj przyniósł z chaty skórzany bukłak i na
         znak gościnności zaofiarował Simonowi łyk mleka.
            – Niech pan udaje, że pan pije, profesorze – wyszeptał Simonowi do ucha
         pan Mashada. – Oni myją bukłaki uryną.
            Simon skinął głową przed starcem i zwilżył wargi mlekiem. Mildred, stojąca
         obok, szybko wytarła mu usta chusteczką.
   168   169   170   171   172   173   174   175   176   177   178