Page 171 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 171
170 OCALALI
– Wiem tylko o jednej.
Nie odezwała się.
Jedno łobuzowate lwiątko mimo wszystko odważyło się wgryźć w kawał mię-
sa wystający z grzywiastego, lwiego pyska i próbowało wytargać go spomiędzy
zębów taty czy wujka. Kamery i aparaty w autobusie klekotały z zapałem i tylko
Simon i Marysia trzymali swoje aparaty w rękach i bawili się nimi bezwiednie.
Turyści w skupieniu patrzyli na obrazek z życia lwiej rodziny, uśmiechali się
jeden do drugiego i zachwycali się. Tak łatwo było przyzwyczaić się do obrazu
śmierci, który był obrazem życia. Zaczął wyglądać zwyczajnie, trywialnie. I był
to obraz tak bardzo ludzki. Oto miłe rodzinne spotkanie przy posiłku, wokół
stołu nakrytego zielonym obrusem.
Kierowcy ponownie puścili silniki w ruch. Tym razem jednak koła autobusu,
w którym znajdowali się doktor Braun i jego grupa, zaczęły obracać się w piasku
i nie mogły się z niego wyrwać.
Wciąż żując, lwy odwróciły usmarowane krwią pyski w stronę autobusów,
które wcześniej ignorowały, i zaczęły burczeć, z jakiej to racji przerwano im ucztę.
Upał w autobusie dusił. Twarze wszystkich były czerwone i mokre.
– Nie ruszać się z miejsc! – zarządził pan Mashada, nagle śmiertelnie poważny.
Naradzał się przez chwilę z czarnoskórym kierowcą, po czym w jego towarzystwie,
z karabinem w ręku, wyskoczył z autobusu, a za nimi – dwóch czarnoskórych
ochroniarzy ze swoim uzbrojeniem. Kierowca drugiego autobusu zdawał się
pytać na migi, czy powinien popchnąć wóz swoją maszyną. Pan Mashada pręd-
ko pokręcił głową. Bał się może, że hałas jeszcze bardziej zdenerwuje lwy. Dwaj
ochroniarze i kierowca wyskoczyli lekko z drugiego autobusu i powolnymi,
ostrożnymi krokami, używając pojazdu jak parawanu, zbliżyli się, celując z ka-
rabinów. Cała siódemka przyparła do autobusu i wszyscy razem, każdy swoim
ramieniem i wolną ręką, zaczęli rytmicznie kołysać wozem w tę i we w tę. Napięcie
w autobusie rosło. Pasażerowie ścisnęli się do kupy i, spoceni, przylgnęli jeden
do drugiego.
Simon Braun uspokajająco poklepał Mildred po ramieniu i wcisnął się za
kierownicę na miejsce szofera. Mężczyźni na zewnątrz byli w niebezpieczeństwie.
Czy nie zwiększy go jeszcze, puszczając silnik w ruch? Dwa lwiątka zaciekawiły

