Page 172 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 172
W SERENGETI 171
się wielką, malowaną rzeczą, która zabawnie się kołysała, i zaczęły się zbliżać,
żwawo i po kociemu. Lwice zaryczały. Nie było czasu do stracenia. Simon od-
palił silnik. Wczuł się w rytm i energię kołysania i nacisnął stopą pedał. Lwiątka
wstrzymały się, zaskoczone. Autobus pociągnął naprzód i zaraz z powrotem
wpadł do piaszczystej jamy, którą pod sobą wykopał. Mokrymi od potu rękami
Simon gwałtownie wykręcił kierownicę tak bardzo w lewo, jak tylko się dało, aż
w końcu autobus, jak wielkie, leniwe zwierzę, powoli zaczął wdrapywać się na
górkę ziemi, która powstała obok.
Mężczyźni z powrotem wskoczyli do autobusów. Simon zwolnił miejsce dla
kierowcy. Niezgrabnie, chwiejnie wóz poruszył się i odwrócił tyłem do lwów,
których był nieproszonym gościem. Parę minut później byli już na szlaku. Pa-
sażerowie, wciąż poruszeni przeżyciami, ale już rozweseleni, dziękowali panu
Mashadzie, kierowcy, ochroniarzom i chwalili Simona za zręczność i za to, że
zachował zimną krew. Zaczęła się radosna, rozhisteryzowana paplanina, jak gdyby
upito się dopiero co przeżytym strachem. Ścierano pot z twarzy i opowiadano
w kółko całe zdarzenie. Przeżycie takich scen napawało dumą. Turyści uważali
się niemal za bohaterów z racji tego ugrzęźnięcia w piasku dziesięć kroków od
zgrai lwów.
Mildred otarła Simonowi pot z czoła i zmierzyła go parą wiernych, zakocha-
nych oczu. Rzucił okiem na Marysię. Stała niedaleko, odwrócona plecami do
rozgadanego tłumu. Jej spocona twarz była blada. Drżała jej dolna warga. Znaczy,
że wiedziała, czym jest strach.
Po kilku minutach, gdy jeden z ochroniarzy rozdzielał wodę w papierowych
kubkach, Simon wykorzystał okazję, by przysunąć się do Marysi. Wydawało mu
się dziwnym, że on, który zwykł jej tak uparcie unikać, dziś stale pragnął stać
obok niej.
– Nadal się pani boi? – zapytał.
Pokręciła głową.
– To nie to – odpowiedziała, a jej nozdrza zaczęły drżeć. – Ten widok o czymś
mi przypomniał.

