Page 196 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 196
FRANÇOIS 195
– François! – zawołała jeszcze głośniej.
– Jaki François? – powtórzył pytanie, tym razem jednak zmienionym, szorst-
kim głosem. A gdy ponownie, a potem jeszcze raz, głośno, niemal rozpaczliwie
krzycząc, powtórzyła to obce imię, Simon podszedł do niej szybkim, zdecydowa-
nym krokiem. Poczuła palące uderzenie w policzek, jakby butelka wódki rozlała
się żarem w jej ciele.
– Kurwa! – syknął.
Tak narodził się François.
*
Następnego dnia mróz nieco zelżał i lodowaty deszcz uderzał o szyby twardymi
kulkami gradu. Lea i Simon zjedli razem śniadanie w całkowitym milczeniu. On
siedział zanurzony w gazecie, a ona wpatrywała się w czerń kawy w kubku. I oto
nagle podniósł głowę i zwrócił się do niej z pytaniem:
– To jasne, że masz kochanka! Ty, moja cnotliwa żona? Przez te wszystkie
lata romansowałaś za moimi plecami, gdy ja harowałem na ciebie? – Spoglądał
na nią z taką nienawiścią w oczach, że aż zabrakło jej tchu. Czyżby Simon aż tak
ją nienawidził?
Cicho odpowiedziała, cały czas zaglądając do kubka z kawą:
– Przysięgam ci, Simonie, że nikogo nie mam, nikogo…
– Co to znaczy, że nikogo nie masz? A kim jest ten obleśny François znikąd?
– Wpatrywał się w nią badawczo.
– Nie mam bladego pojęcia. Wczoraj wieczorem za dużo wypiłam. Być może…
tak... Wczoraj w ciągu dnia słuchałam w radiu programu o François Mitterandzie…
Zapadła cisza. Zaraz potem Simon się zmienił, ot tak, jakby przywdział na
twarz uśmiechniętą maskę. Wybuchł serdecznym, perlistym śmiechem.
– O rety! Co też mi przyszło do głowy! Jaki ze mnie idiota! Ty i kochanek?
Ludzie! Kochanie, w jaki sposób takie podejrzenie mogło się pojawić w moich
myślach? – Wstał od stołu, podszedł do niej i poklepał przyjacielsko po ramieniu.
– Wybacz mi, przepraszam… za swoją głupotę. Zapomnij o tym.
Zazwyczaj nie reagowała, gdy ją wyśmiewał lub gdy w rozmowie z nią po-
sługiwał się wulgaryzmami. Wmawiała sobie, że nie ma niczego złego na myśli.

