Page 194 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 194
FRANÇOIS 193
wcale nie była w modzie, choć prawdę mówiąc, w tamtym czasie w ogóle mało
czytywano poezję. Literaturę studiowano na uniwersytetach, więc zapisała się
na kursy uniwersyteckie, aby pogłębić wiedzę i lepiej ją rozumieć. Jednak szybko
przestała na nie uczęszczać. Akademickie analizy nie brały pod uwagę uczuć,
jakie wywoływały w niej przeczytane wiersze. Zaczęła więc chadzać na koncerty,
słuchać muzyki w domu. Powoli docierało do niej, że czytanie nie sprawia jej już
przyjemności, że robi się jej niedobrze, gdy widzi leżącą gdzieś książkę.
Zaczęła wówczas eksperymentować z malowaniem. Kupiła akwarele, kredki
pastelowe i kanwy. Ale i to jej nie szło. Przez jakiś czas próbowała nawet pisać,
zaczęła prowadzić dziennik, aż i to zarzuciła. Chyba nie posiadała twórczego
talentu. Serce nabrzmiało uczuciami i nastrojami aż do granic wytrzymałości,
ale nie było w nim najmniejszego wentyla, przez który ta pełnia mogłaby znaleźć
choć odrobinę ujścia na zewnątrz, dając jej chwilę wytchnienia.
Wówczas przyszło jej do głowy, że być może pomogłaby rutyna regularnej
pracy. Gdy przyłączy się do marszu całej społeczności, poczuje się jak użyteczna
obywatelka. I faktycznie przeciwstawiła się Simonowi, który uważał, że powin-
na zostać w domu, by nim zarządzać, i na rok zatrudniła się jako nauczycielka
w przedszkolu. Potem została wolontariuszką w szpitalu. Przez jakiś czas była
również aktywna w gminie żydowskiej, pracując nad rozmaitymi lokalnymi
projektami. W jej przypadku nie było mowy o zaangażowaniu politycznym.
W przeciwieństwie do Simona, który traktował politykę jak zajmującą partię
szachów, dla których szachownicą był cały świat, ją polityka drażniła i wpędzała
w rozpacz. Po drugiej wojnie światowej życie rozczarowało ją za bardzo.
Wreszcie porzuciła wszystkie te zajęcia. Były jej obojętne, nie przyczyniały się
do uleczenia jej rozdartej duszy. Często zadawała sobie pytanie, czy po prostu nie
potrzebuje przyjaciela? Utrzymywała kontakty z ludźmi, miała znajomych, byli
też przyjaciele rodziny. W weekendy spędzała z nimi wiele czasu. Ale wówczas
to Simon przejmował pałeczkę. A przyjaciele, domowe kółko swoich, lubili ten
sam rodzaj dyskusji co on – rozmowy, które pomagały przyjemnie spędzić parę
godzin, kręciły się wokół tematów lokalnych czy ogólnych intryg politycznych
i doprawione były żartami znanymi jej na pamięć. W trakcie tych spotkań jeszcze
głębiej odczuwała wyobcowanie ze świata i od siebie samej.

