Page 164 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 164
W SERENGETI 163
Cisza utrzymywała się. Również w autobusach było cicho. Dopóki pasażerowie
nie chwycili za aparaty i nie zaczęli nimi gorączkowo stukać. Mildred trzymała
oko w wizjerze swojego aparatu.
– Dlaczego nie robisz zdjęć, kochanie? – zapytała nagle, zajęta. – Przecież
po to ta cała wyprawa.
Simon wydał z siebie gardłowy dźwięk, podobny do jęku. Po to? Po to tu
przyjechał? Nie, on, Simon Braun, przyjechał tutaj dla czegoś zupełnie innego,
dla czegoś znacznie ważniejszego, choć niezbyt wiedział, co to miało być. Tak,
był on może, na przykład, swego rodzaju Stanleyem, który przybył szukać Li-
vingstone’a w dziczy swojego własnego charakteru, przybył na jakieś cudowne
spotkanie z samym sobą, może na jakieś rozpoznanie, które pomogłoby mu
dojść do tego miejsca w sobie, do którego sam nie mógł dotrzeć; tego miejsca
w czasie, w którym jego serce zbiło się w kłębek i zaczęło mu ciążyć jak twarda,
zaciśnięta pięść?
Dopiero co powiedział Mildred po raz nie wiadomo który, że ją kocha. Jak
to jest, że właśnie ta wypowiedź wyrwała się zeń właśnie teraz? Czy naprawdę
chciał to powiedzieć? Co konkretnie chciał powiedzieć? Zdaje się, że prędzej
chciałby rzec: „boję się…” – czy to właśnie oznaczała jego miłość do niej? Tak,
istniał strach w miłości, strach przed utratą poczucia przyjemności, ochrony,
jaką zapewniała. Jaka więc, dajmy na to, była proporcja między egocentryzmem
i gotowością do wystawienia się na niebezpieczeństwo, które zawierało się w jego
uczuciach do niej? Czy kochałby Mildred nawet gdyby był, podobnie jak jedno
z tych tysięcy sparaliżowanych zwierząt, zagrożony utratą życia? Simon Braun
wpatrywał się w obraz przed swoimi oczami, patrzył, i nagle jego serce zaczęło
mocniej bić, jak gdyby przypomniał sobie tę scenę skądś indziej.
Czyjaś dłoń dotknęła jego drugiej, wolnej ręki. Marysia Wiśniewska stała
obok niego. Z oczami zwróconymi ku mrowiu zahipnotyzowanych zwierząt
szepnęła mu do ucha:
– Godzina sądu.
Zdziwiło go, że cieszy się z jej bliskości. Gdy tak wpatrywał się w zapierający
dech w piersiach obraz tysięcy zwierząt w oddali, jak gdyby nie był świadom tego,
co robi, zaczął nerwowo skubać krótki rękaw bluzki Marysi.

