Page 161 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 161

160                           OCALALI



         zwierzęta o dziwacznych formach, leniwie przeciągały się i plątały jedna w drugą
         na niebie, którego horyzont zatarła purpurowa, poranna mgła, upodabniając
         je do miedzianej ziemi. Chmary ptaków wszelkiego koloru i rozmiaru krążyły
         między jednym i drugim w powietrzu, jak gdyby szukały miejsca, by zjeść śnia-
         danie – w górze czy na dole?
            Jedynym, co dało się dojrzeć na zewnątrz przez pierwsze piętnaście minut jazdy
         rozklekotanym autobusem, była właśnie ta majestatyczna, wspaniała nieskończo-
         ność. Tylko miejscami, gdzieś w oddali, przecinały ją ostre kontury zielono-niebie-
         skich szczytów górskich, przebijających się przez kłęby chmur. Jakiś czas później
         w zasięgu wzroku zaczęło się pojawiać coś fantastycznego i dziwnego. To tu, to
         tam, ze wszystkich stron, stały rozrzucone po równinie gliniane, miniaturowe
         budynki, każdy z nich wielkości człowieka. Wyglądały jak cuda architektury,
         jak wyrafinowane konstrukcje archaicznych świątyń, pałaców, piramid i wież,
         o ścianach gęsto obsypanych dziurami, jak gdyby pokrywały je sieci pajęczyn.
            – Co to? – spytał któryś z zapatrzonych pasażerów.
            Pan Mashada uśmiechnął się dumnie, jak gdyby to on sam był architektem
         tych budynków.
            – Gniazda termitów – wyjaśnił. – Po deszczu nieprzeliczone ilości termitów
         wylatują z dziur i roją się na swoim terytorium. Wśród moich przyjaciół Masajów
         panuje wtedy wielka radość. Przybiegają i łapią termity prosto do ust. Termity to
         dla nich ulubiony przysmak, dokładnie tak jak dla nas cukierki.
            – Ble… disgusting . – Mildred skrzywiła się uroczo, trzymając przed oczami
                           17
         aparat fotograficzny.
            Wszyscy pasażerowie stali teraz przy otworze pod zadaszeniem autobusu,
         wyglądając na zewnątrz i z zapałem grzebiąc przy aparatach i kamerach. Simon
         Braun trzymał jedną rękę zarzuconą na ramię Mildred, drugą bezwiednie bawił się
         aparatem, który miał zawieszony na szyi. Odwrócił nagle głowę w bok i zobaczył
         Marysię Wiśniewską stojącą obok pana Mashady, pogrążoną w zażyłej rozmowie
         z nim. Wiedział, że spędziła parę lat w Indiach i domyślał się, że rozmawiają



         17   disgusting (ang) – obrzydliwe
   156   157   158   159   160   161   162   163   164   165   166