Page 156 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 156

W SERENGETI                          155



             Zabrała głos i wygłosiła pogmatwaną tyradę o słabości samych podstaw psycho-
             terapii, która, według jej dziwacznej opinii, nie posiada żadnych podstaw mo-
             ralnych. Głosiła, że pomagając pacjentowi znaleźć w formatywnym okresie jego
             życia psychologiczne powody dla jego antyspołecznych czy wręcz niezgodnych
             z prawem poczynań, daje się mu narzędzia do wybielenia i usprawiedliwienia
             swoich działań. Ile by się potem nie próbowało obudzić w nim poczucia odpowie-
             dzialności, będzie się on czuł od owej odpowiedzialności wewnętrznie zwolniony.
                – Jest tak dlatego – zawołała w gorączce, a blizna na jej czole zapaliła się czer-
             wienią – że psychoterapia skupia się za bardzo na negatywnym aspekcie poczucia
             winy i nie podnosi jego aspektu pozytywnego, który jako jedyny jest w stanie
             zadziałać naprawczo na pacjenta i pomóc mu zejść ze złej drogi. Oskarżenie:
             „wzbudzasz we mnie poczucie winy!” weszło aż do codziennego języka i stało się
             powiedzonkiem domowego użytku, swego rodzaju linią obrony dla tych, którzy
             mają wszelkie powody ku temu, by czuć się winnymi.
                Przed wygłoszeniem przez nią tejże przemowy doktor Braun chłodno ocenił
             błyskotliwą pracę pisemną, którą dała mu do przeczytania.


                                               *
             Teraz, spoglądając na młodą kobietę bawiącą się z małpkami, doktora Brauna
             zaczęło niepokoić, że siedzi tak blisko zwierząt. Jak mogła być tak nieostrożna?
             Starsze małpy mogły ją zaatakować. Cóż ona wiedziała o małpach i ich zacho-
             waniu? Czy zupełnie obce jest jej poczucie strachu?
                – Niech pani uważa! – zawołał do niej.
                Koniec końców ponosił odpowiedzialność za jej bezpieczeństwo.
                – Proszę się o mnie nie martwić, profesorze! – odpowiedziała radośnie. –
             Myślą, że jestem jedną z nich!
                Było szaleństwem, prawdziwym paradoksem, że właśnie ona, Marysia Wi-
             śniewska, była bezpośrednią przyczyną tejże „afrykańskiej przygody”, jak Mil-
             dred nazwała ich wyprawę. Simon Braun przypomniał sobie, jak półtora roku
             wcześniej Marysia, gdy akurat był zajęty pisaniem artykułu, wpadła rozweselona
             i rozhisteryzowana do jego biura, i bez ceregieli wypaliła:
                – Profesorze Braun, mam pomysł!
   151   152   153   154   155   156   157   158   159   160   161