Page 155 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 155

154                           OCALALI



         odpychało. Jedynie dzięki jego profesjonalnym zdolnościom udało mu się dopro-
         wadzić ich sesje psychoanalizy do końca, z mniejszym lub większym sukcesem.
            Stała się potem wschodzącą gwiazdą świata psychiatrii, była też gorącą zwo-
         lenniczką teorii Simona Brauna. Ze strachu przed tym, że ktoś mógłby mu ją
         podebrać, obiecał jej miejsce w instytucie, który właśnie stworzył. Mildred
         podniosła bunt. Styl Marysi i jej brak manier nie przysporzą instytutowi chwały,
         ostrzegała go. Ubiór i postura lekarza były, według Mildred, kluczowym czynni-
         kiem w ustalaniu właściwych relacji między nim a pacjentem. Naciskała przez
         to na męża, żeby przynajmniej zwrócił młodej Polce uwagę na jej strój. Mildred
         miała rację, jak zwykle. Posłuchał jej i postanowił zwrócić Marysi uwagę.
            Z nieprzyjemnym uczuciem w sercu odezwał się do niej pewnego razu:
            – Byłoby dobrze, doktor Wiśniewska, gdyby zwracała pani więcej uwagi na
         ubiór, kiedy przychodzi pani do pracy. Wie pani na pewno, że ubiór terapeuty
         jest kluczowym czynnikiem w ustalaniu właściwej relacji między nim a pacjentem.
            – Co jest nie tak z moimi ubraniami? – zapytała spokojnie Marysia.
            – Wygląda pani jak włóczęga, jak bezdomna! – wypalił złośliwie, unikając
         patrzenia jej w twarz.
            – Ależ tym właśnie jestem – uśmiechnęła się pobłażliwie – nie oszukujmy się.
         Pan też właśnie tym jest, profesorze. Może byłoby dobrze, gdyby to pan prędzej
         zmienił strój?
            Że też miała czelność. Szczerze jej nienawidził. A jednak w pewien sposób była
         mu potrzebna, i kiedy pewnego razu nie przyszła do pracy – nie uznawała idei
         dzwonienia i podawania przyczyny – zaniepokoił się. Ze swoimi oryginalnymi
         napadami i często zadziwiająco dziwacznymi uwagami wnosiła powiew świeżości
         do codziennej rutyny instytutu, choć unikał spotykania się z nią twarzą w twarz
         jak ognia. Coś w jej sposobie bycia albo w jej nieprzyjemnym wyglądzie sprawiało,
         że przebywając z nią sam na sam w pomieszczeniu, czuł się poirytowany i nieza-
         dowolony z siebie. Niekiedy atmosfera wokół nich stawała się napięta. Brakowało
         mu tchu. Od jej niespodziewanych pytań częstokroć opadała mu szczęka. Nigdy
         nie potrafił zrozumieć, czy te pytania były mądre, czy głupie.
            Pewnego razu, po jednym z jego referatów, który wywarł mocne wrażenie na
         publiczności i zebrał burzę oklasków, już naprawdę wyprowadziła go z równowagi.
   150   151   152   153   154   155   156   157   158   159   160