Page 151 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 151
150 OCALALI
się dla niego tak osobista i bliska, jak bicie serca Mildred. Dawała mu siłę, dumę
i poczucie władzy. Podziwiał ją. Czasami miewał chwile, w których dopadało
go swego rodzaju pragnienie, by ją połknąć, przełknąć wszystko to, co w niej
odmienne, indywidualne – i stać się nią. Były też chwile, kiedy w przypływie
współczucia dopadała go pokora i zdawało mu się, że nie ma prawa jej posiadać,
tak jakby wdarł się do ogrodu, który doń nie należał. Niewiele zmieniło się przez
te wszystkie lata, w trakcie których zbudowali razem dom, przynieśli dzieci na
świat i ugruntowali swoje kariery zawodowe, a szczególnie jego karierę.
To, że miał Mildred, było dla niego prawdziwym szczęściem. Była mu wierna,
utrzymywała dom w perfekcyjnym porządku, a swojego roztargnionego, nieprzy-
tomnego, nerwowego, żydowskiego i byle jakiego męża nauczyła, jak się ubierać
i jak zachowywać odpowiednie maniery. Wciągnęła go w aktywność fizyczną,
pilnując, żeby każdego ranka przed śniadaniem wybrał się z nią na półgodzinną
rundkę biegania po okolicy. Obudziła w nim pasję do jazdy na nartach i pilno-
wała, żeby regularnie wykonywał swoje ćwiczenia relaksacyjne.
Dokładnie z takim samym oddaniem, z jakim troszczyła się o gospodarstwo
domowe, troszczyła się też o jego zawodowe gospodarstwo i o instytut, który
stworzył. Upewniała się, żeby najmniejsze, techniczne drobiazgi były dopięte na
ostatni guzik. Utrzymywała w porządku jego papiery, pilnowała harmonogramu
jego referatów i zajęć, nie polegała też na sekretarce, ale sama przepisywała mu
eseje. Pomagała wygładzić i sformułować idee, które tłukły mu się po głowie
w niepowstrzymanym chaosie. Pomagała wykrystalizować nawet takie pomy-
sły, których sama do końca nie pojmowała. Była jego najgorętszą zwolenniczką
i najostrzejszą krytyczką. I choć okazała stanowczy sprzeciw wobec jego obecnej
„afrykańskiej przygody”, to właśnie ona miała na uwadze, żeby wszystko poszło
jak należy, a najmniejszy szczegół projektu został dopilnowany. Wszystko to
robiła sumiennie, rzeczowo, pilnie, szczerze i bezbłędnie.
Jej piękność była szczera i nienaganna. Swoje krótko obcięte blond włosy
czesała zawsze w ten sam sposób; twarz – z makijażem czy bez – miała zawsze
ten sam wyraz szczerej uprzejmości, a jej głos był harmonijny i nieskazitelnie
czysty. Tylko gdy wychodzili rozerwać się gdzieś razem, odzywało się w niej to,
co prymitywno-dziecięce. Chętnie stroiła swoje nieco zbyt kościste ciało – kult

