Page 147 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 147
146 OCALALI
tle purpury nieba, wylądował, by wypatrywać łupu z samej korony ciernistego
drzewa akacji.
Simon Braun otarł pot z twarzy i przystrzyżonej bródki. Wiatrak na środku
sufitu, szumiąc monotonnie, dmuchał ciepłym powietrzem. Nie był to jednak
nowojorski, duszny wiatr letniego wieczora. Był to pozaletni, przedbiblijny skwar,
z czasów, gdy świat był jeszcze młody. Choć z ciała lał się pot, dało się oddychać.
W upale tym dało się nawet wyczuć czystość powietrza.
Simon Braun wziął głęboki wdech, jak gdyby próbował przez dziurki w nosie
wciągnąć fakt, że naprawdę jest tutaj, w sercu Afryki, że plan, nad którym pracował
przez rok – plan przeprowadzenia seminarium naukowego z kolegami psychia-
trami, zwolennikami jego teorii terapii grupowej – był w trakcie realizacji. Czy
zdoła zrealizować program tak, jak zamierzał? Jak konfrontacja tego oto świata
przedwiecznej prostoty ze skomplikowaniem ludzkiej psychiki – dziedziną profesji
Simona Brauna – wpłynie na jego terapeutyczną pozycję? Czy jego błyskotliwe
argumenty w kwestii leczenia i ewentualnego uwolnienia neurotycznego „ja”
zdadzą ów egzamin i pozostaną inteligentne?
*
Były to czasy przełomu w psychiatrii. Bunt przeciwko autorytetowi Zygmunta
Freuda, „papy” Freuda, jak wołali nań doktor Braun i jego koledzy, bunt, który
zaczął się po drugiej wojnie światowej i w ostatnich latach osiągnął punkt szczy-
towy, nie był jedynie buntem przeciwko figurze ojca. Był to bunt przeciw potęż-
nemu prawodawcy, niemal współczesnemu Mojżeszowi. Nagle świat psychiatrii
poczuł, że może eksperymentować, szukać nowych dróg, stosować nowe metody
terapii. Niosło to jednak za sobą wiele niepewności. Nie czuło się już żadnego
pewnego gruntu pod nogami. Niekiedy wolność ta budziła strach przed zejściem
na manowce, przed utonięciem w morzu nowych teorii, które, podobnie jak
teoria Freuda, nie dawały się naukowo udowodnić. Freud był jednak geniuszem,
jedynym w swoim rodzaju, i kto wie, kiedy pojawi się znowu ktoś taki jak on?
Jedno było pewne. Długi proces psychoanalizy, ze swoimi wadami i zaletami,
był lekarstwem dla ludzi wyjątkowych. Dla zwykłych neurotyków był to zbyt
wielki koszt, zarówno pod względem czasu, jak i pieniędzy. Przeciętny człowiek

