Page 162 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 162

W SERENGETI                          161



             o tamtym kraju. Usłyszał, jak pan Mashada porównuje słonie indyjskie do tych
             z Serengeti. Simon Braun miał ochotę przybliżyć się do nich i zostać włączonym
             w krąg ich zażyłości. W świątecznym oczekiwaniu, które go ogarnęło, zdawało
             mu się, że stojąc z dala od nich, traci coś ważnego. Pan Mashada, który mógł być
             w jego wieku, nie wydawał mu się już obcy i cudaczny. Wyglądało wręcz na to, że
             przerasta go, Simona, pod jakimś istotnym względem. Simon Braun zauważył,
             że Marysia wskazuje na coś w oddali.
                – Niech pani nie wyciąga ręki tak daleko, miss – ostrzegł ją pan Mashada – to
             niebezpieczne.
                – Niebezpieczne? A co z tymi Masajami, którzy tu mieszkają? – spytała.
                – O, widzę dwóch, a tam trzeci. Dlaczego tak się kręcą bez celu?
                Dwóch ciemnoskórych Masajów, wysokich i zwinnych, stało na jednej nodze
             na skraju piaszczystej drogi, opierając się na swoich długich włóczniach… Byli
             podobni do tych dwóch, których Simon Braun widział wczoraj na skraju podwó-
             rza domu gościnnego. Płatki ich uszu były całkowicie zdeformowane z powodu
             wielkich otworów na kolczyki, które u jednego z nich świeciły biżuterią: blachą
             z puszki po Coca-Coli. Szlachetne kształty ich twarzy i ciał przywodziły na
             myśl figury wymalowane na egipskich freskach. Czuło się od nich nieskrywaną
             prostotę i wzniosłą dumę. Het, het za nimi Masajka zbierała chrust, być może
             na opał. Mildred robiła zdjęcia. Pan Mashada wyjaśniał:
                – Masajowie nie mają się czego bać. Są jedynymi tolerowanymi przez lwy
             stworzeniami w Serengeti.
                – Jak to możliwe? – zapytał któryś z pasażerów.
                – To jeden z cudów Serengeti. – Pan Mashada uśmiechnął się tajemniczo. –
             Może to dlatego, że Masajowie są częścią panującej tutaj hierarchii. Hierarchii
             śmierci. Lew zna swoje miejsce. W tej hierarchii jest królem. Mimo to nie jest
             wolny od zagrożeń. Tak samo Masaj panujący nad równinami nie jest wolny od
             zagrożeń. Nic, co żyje, nie jest od nich wolne. Jest więc być może między dwoma
             rządzącymi stronami swego rodzaju intuicyjny pakt o tolerancji, którego obie
             zazwyczaj się trzymają, choć nie zawsze.
                Rozklekotane autobusy zagłębiały się bardziej i bardziej w równiny. A gdy
             tak jechały, z oddali zaczęła im wychodzić naprzeciw wielka masa gigantycznych,
   157   158   159   160   161   162   163   164   165   166   167