Page 138 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 138

ZEMSTA EDZI                          137



             pozycji, schyloną nad ciałem męża, kołyszącą się nad nim i mówiącą nieskładnie,
             urywanymi zdaniami, zniekształconymi słowami. Gdy mnie zauważyła, zamilkła
             i wlepiła we mnie czerwone, napuchnięte oczy. Z tych oczu biło cierpienie całego
             świata. Stało się dla mnie jasne, że znowu mam przed sobą inną Edzię, zupełnie
             nowego człowieka, z nowym wnętrzem, nowym zasobem wiedzy; wiedzy, która
             nie miała nic wspólnego z tą, za którą ja i nasi przyjaciele z takim zapałem zwy-
             kliśmy gonić. Kim ona była, ta siedząca tu Edzia? Wystraszyłam się jej. Bardzo
             się wystraszyłam.
                Za ostatnim razem, kiedy weszłam do szpitalnej sali, Edzia długo, długo pa-
             trzyła na mnie tymi samymi oczami. Dziwny, straszliwy wyraz uczynił jej twarz jak
             gdyby gładszą i spokojniejszą. Wyprostowała się, obeszła łóżko Pawła i podeszła
             do mnie. Stałyśmy tak jedna naprzeciw drugiej, przeszywając się spojrzeniami.
             Wtedy usłyszałam jej suchy, zduszony głos, wypowiadający te znamienne słowa:
                – Dziękuję ci, Relo, że uratowałaś mi życie. Dziękuję ci za wszystko. Ale
             zdecydowałam, że my obie, ja i ty, nie powinnyśmy się już nigdy w życiu widzieć.
             Nie chcę więcej twojej przyjaźni i nie chcę więcej dawać ci swojej. To i tak była
             chora… trująca… niemożliwa przyjaźń.
                Jej słowa jak wybuch rozerwały mi serce. Zalała mnie fala ciemności. Wyrok
             Edzi zniszczył mnie i obrócił w proch. Koniec zamajaczył mi przed oślepłymi
             oczami. Od tego czasu spoglądam w tę właśnie skończoność.

                                               *

             Nigdy już nie zobaczyłam Edzi. Od znajomych dowiedziałam się, że Paweł
             wydobrzał. Edzia zabrała go do domu. Dniem i nocą chodziła wokół niego,
             pilnowała go i drżała o jego stan. Przyjaciele opowiadali mi o atmosferze, jaka
             panowała u nich w domu, i oczyma wyobraźni przenosiłam się tam, czułam
             napiętą ciszę, oczekiwanie, jak gdyby ktoś nie przestawał się tam modlić. Potem
             słyszałam, że z Pawłem jest znacznie lepiej, że krząta się już po domu. Ostrożnie,
             nie zdradzając, że Edzia wyrzuciła mnie ze swojego życia, nie przestawałam się
             o nich dopytywać. Była to teraz jedyna nić, której daremnie próbowałam się
             chwycić. Tak dowiedziałam się, że Paweł może już wychodzić i że jest na drodze,
             by wyzdrowieć, ale w ich domu w miejsce wcześniejszej atmosfery panują cisza
   133   134   135   136   137   138   139   140   141   142   143