Page 134 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 134

ZEMSTA EDZI                          133



             skonsultowała się z Edzią. Zadzwoniłam do niej. Jakiś głos odpowiedział mi po
             grecku i zrozumiałam, że Edzia nie mieszka już na ulicy Esplanade. Zaczęłam
             przeszukiwać książki telefoniczne i odkryłam, że Edzia mieszka w pięknej dzielnicy
             willowej po drugiej stronie wzgórza. Zadzwoniłam. Była nad wyraz przyjazna,
             wręcz zbyt przyjazna. Zaprosiła mnie, albo, mówiąc ściślej, postarałam się, żeby
             mnie zaprosiła do siebie do domu. Koniec końców nie zrobiła mi nic złego, a ja
             jej też nie. W moim wieku i przy mojej samotności nie mogłam pozwolić sobie
             na porzucanie starych przyjaciół. Tak ciężko było znaleźć nowych.
                Tym sposobem wsunęłyśmy się z powrotem w naszą przyjaźń jak w parę sta-
             rych, wygodnych papci. Znowu mogłam mieć Edzię na oku. Zależało mi, jeszcze
             bardziej niż przy Lolku, żeby Edzia nie wygadała przed Pawłem mojego sekretu.
             Wciąż jeszcze darzyłam go chłodnym szacunkiem i bałam się jego otwartego,
             przeszywającego spojrzenia. Postarałam się też, żeby nasze towarzystwo ponownie
             zaczęło spotykać się z nim i z Edzią. Edzia, dzięki związkowi z Pawłem, została
             zneutralizowana. Kobieca zazdrość wyparowała. Sylwia, była żona Pawła, i tak
             już od pewnego czasu mieszkała na Florydzie, gdzie ponownie wyszła za mąż.
                Gdy tylko zaczęliśmy wszyscy spotykać się u Edzi i Pawła w domu, zauważy-
             liśmy, że między tym dwojgiem ludzi kwitnie późna i gorąca miłość, szczególnie
             ze strony Pawła. Promieniowała wręcz z niego jak intensywne, gorące światło,
             jak płomień, który przenikał całą atmosferę domu.
                Za każdym razem, gdy przychodziliśmy spędzać z nimi czas – a zapraszali nas
             całkiem często – Edzia zajmowała czołowe miejsce i prowadziła konwersację. Paweł
             zaś usługiwał nam, szczęśliwy i roześmiany. Później, gdy towarzystwo umawiało
             się na spotkanie u nich, nie mówiło się już: idziemy do Edzi i Pawła. Mówiło
             się: idziemy do Edzi. I tak było. Edzia dominowała podczas tych wieczorów. Jeśli
             bez przerwy rozradowany Paweł zaczynał już coś mówić, Edzia przerywała mu
             dowcipnie i wszyscy dobrze się bawiliśmy. Jeśli Edzia spierała się przy stole, Paweł
             kiwał głową, jak gdyby dodawał jej odwagi. Jeżeli poparł ją jakimś komentarzem,
             pieszczotliwie kładła mu dłoń na ustach i mówiła z miłością:
                – Nie pomagaj mi, mój drogi.
                Stałam się częstą gościnią u Edzi. Nie krępowała się przede mną, nie miała
             sekretów i chciała tylko wiedzieć, co ja zrobiłabym na jej miejscu. Siadywałyśmy
   129   130   131   132   133   134   135   136   137   138   139