Page 137 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 137
136 OCALALI
wspinaczka. Wkładała w to tyle żywiołowego poczucia humoru, że ze śmiechu
łzy napływały nam do oczu.
W trakcie pobytu w Górach Laurentyńskich Edzia nie zapominała również
o naszych rutynowych, cotygodniowych biegach. O siódmej rano pukała do
drzwi mojego motelowego pokoju, a o ósmej spotykałyśmy się na szosie przeci-
nającej iglasty las. Paweł czekał na mnie razem z Edzią. Przebiegał razem z nami
kawałek drogi, a kiedy się zmęczył, siadał na pieńku ściętego drzewa, odpoczywał
i czekał na nas.
Kiedy biegłyśmy, Edzia podziwiała każdy rozkwitający kwiatek, każde maje-
statyczne drzewo. Każda kępa dzikich kwiatów wprawiała ją w zachwyt. Przytaki-
wałam, kiedy mówiła, ale do jej uniesień się nie przyłączałam. Jeśli idzie o piękno
kanadyjskiej przyrody, jestem jak daltonistka. Patrzę, a nie widzę. Tak lepiej dla
mnie. Ten krajobraz za bardzo przypomina mi okolicę u podnóża Karpat, gdzie
w dzieciństwie spędzałam wakacje. Któregoś razu, gdy biegłyśmy, Edzia wskazała
na szczególnie kolorową kępę dzikich kwiatów i powiedziała:
– W Auschwitz nie rosły żadne kwiaty, prawda, Relo? Ale wiesz, tam, żeby
dodać sobie ducha, wyczarowywałam dokładnie takie kępy kwiatów w wyobraźni
i przystrajałam nimi całą kulę ziemską.
*
Ostatni raz pojechaliśmy w Góry Laurentyńskie u progu ciepłego, letniego
weekendu. Kiedy zlana potem otwarłam oczy o poranku, poczułam wyraźnie
ciężar powietrza. To był niezwykle wilgotny dzień. Niebo szykowało się na burzę.
Tego poranka, jeszcze zanim zaczęliśmy naszą biegową rutynę, Paweł zemdlał
na szosie i nie mogłyśmy z Edzią go ocucić. Pobiegłam do motelu zawołać le-
karza. Kiedy wróciłam, jeszcze z daleka usłyszałam zawodzenie Edzi. Widzia-
łam, jak siedzi na środku drogi, podtrzymując na kolanach głowę i górną część
ciała Pawła, jak Pietà; jak gdyby był to jej ostatni komentarz w temacie pustego
krzyża.
– Co ja zrobiłam? Boże, co ja zrobiłam? – zawodziła.
Pawła zabrano do szpitala. Edzia nie odstępowała go na krok. Kiedy weszłam
do szpitalnej sali, żeby go odwiedzić, zobaczyłam Edzię siedzącą w tej samej

