Page 135 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 135

134                           OCALALI



         w jej pokoju, w obszernych, czarnych fotelach obitych skórą, stojących tuż przy
         oknie zastawionym wazonami, kwiatami. Edzia nienawidziła ciętych kwiatów.
         Wzgórze było całkiem blisko. Zaglądało do wnętrza pokoju krzyżem, który
         stamtąd wydawał się ogromnie duży.
            Ten krzyż wszędzie za mną chodzi – żaliła mi się Edzia – kłuje mnie w oczy.
         Może gdyby powiesili na nim Jezusa, dałby mi spokój.
            Mówiła to szeptem, jak gdyby bała się, że Paweł, który krzątał się po kuchni,
         szykując herbatę, mógłby ją usłyszeć. Nigdy nie wiedziałam, co chce przez to
         powiedzieć, ale bałam się zapytać.

                                          *
         Zwykle unikałam spotkań z Pawłem sam na sam. Ale któregoś razu zaszłam
         do nich do domu, a Edzia nie wróciła jeszcze z fabryki torebek. Żeby tylko coś
         powiedzieć, zapytałam, co u Edzi.
            Twarz wykrzywił mu bolesny grymas:
            – Nie za dobrze – odpowiedział i zaprowadził mnie do pokoju gościnnego.
         Stanął naprzeciw mnie i pozwolił głębokiemu błękitowi swoich oczu wylać się
         na mnie z przejmującym smutkiem. – To znaczy – jak gdyby siłą wydobywał
         z siebie słowa – to znaczy, zewnętrznie wszystko jest z nią w porządku. Ale
         głęboko w jej wnętrzu nic się nie zmieniło. Tak jak wcześniej była potulna, tak
         teraz jest agresywna, a to wszystko bierze się z tego samego źródła, z jej poczucia
         pustki. Miałem nadzieję, że moja miłość ją wyleczy, ale wygląda na to, że rany,
         którą tam nosi, nawet taka miłość jak moja nie zagoi. Może gdyby mogła to
         wszystko z siebie wyrzucić… ale nie chce o tym ze mną rozmawiać. Opowiadała
         ci kiedykolwiek o swoich przeżyciach w kacecie, Relo? Jesteście przecież takimi
         bliskimi przyjaciółkami.
            – Nigdy! – powiedziałam ostro i poczułam, jak ściska mnie w gardle.
            – Ani słowa, hę? – Potrząsnął głową i, jak gdyby zmęczony napięciem, opuścił
         się na fotel i poprosił, żebym sama usiadła. Siedzieliśmy więc długo w milczeniu,
         patrząc na siebie. Świat zaczął mi się wydawać ciasny. Błagałam, by usłyszeć kroki
         Edzi na zewnątrz. Miałam ochotę skoczyć z miejsca i wybiec z pokoju. Jednak
         w tej chwili usłyszałam, jak mówi: – Raz mi opowiedziała swój dziwny sen.
   130   131   132   133   134   135   136   137   138   139   140