Page 131 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 131

130                           OCALALI



            Jednak ta dziwna siła, która przyciągała nas z Edzią do siebie, spowodowała,
         pomimo wszystkich innych uczuć, że właśnie wówczas stałyśmy się naprawdę
         bliskimi przyjaciółkami. Poza przeszłością, która tak mocno nas ze sobą wiązała,
         miałyśmy teraz również coś wspólnego poprzez moje modowe atelier i jej warsztat
         z torebkami. Orientowałyśmy się trochę w swoich wzajemnych problemach biz-
         nesowych. Inspirowałyśmy się nawzajem w kwestii nowych koncepcji modowych
         i pomysłów na reklamę. Poza tym cieszyło mnie – choć nieraz zdawało mi się,
         że sobie ze mnie żartuje – że z doprawdy nabożną czcią przyjmowała wszystkie
         moje wskazówki co do jej własnego ubioru i stylu życia.
            Edzia tak zimą, jak i latem pozostawała w jak najlepszym zdrowiu. Nigdy nie
         słyszałam z jej strony ani cienia skargi. Kiedy któregoś razu wspomniałam o jej
         chorobach, odpowiedziała mi, jak gdyby sama się zdziwiła:
            – Tak, przeszły jak ręką odjął. Może kiedyś zbytnio się rozpieszczałam. – Pu-
         ściła do mnie oko. – Pewnie pomogło, że wzięłam się za sport.
            Edzia stała się zdyscyplinowaną sportsmenką i wykazywała się przy tym
         zaskakującą sprawnością. Zaczęła nawet grać w tenisa i wciągnęła w to mnie.
         Poza tym w każdy weekend, nawet w deszczu czy w śniegu, wybierałyśmy się na
         poranne rendez-vous. Spotykałyśmy się na szczycie wzgórza Mont Royal, pod
         krzyżem, w sportowych strojach i przebiegałyśmy kilka kilometrowych rundek
         w dół do jeziora i z powrotem pod krzyż. Następnie rozemocjonowane i szczęśliwe
         wpadałyśmy do mnie do domu, brałyśmy prysznic i zajmowałyśmy się kuchnią.
         Edzia robiła swoje słynne naleśniki, a ja przygotowywałam i serwowałam moją
         specjalność, dobrą filiżankę mleka czekoladowego. Wyciągałyśmy się na łóżku,
         włączałyśmy jedną płytę z muzyką klasyczną, żeby zadowolić gust Edzi, drugą
         z muzyką nowoczesną, żeby zadowolić mój, i gadałyśmy, żartowałyśmy, a także
         rozmawiałyśmy na poważnie o tym, co nam leżało na sercu – ale nigdy w związku
         z kacetem.
            Kiedy nadarzał się temat Lolka, nie unikałyśmy go. Przeciwnie. Obie pogrążały-
         śmy się wtedy w rozmowie. W słowach Edzi nie było ani cienia wyrzutu w kwestii
         moich relacji z Lolkiem. Czasem zdawało mi się, że jego imię jest mi droższe niż
         jej. Mój głos brzmiał mniej pewnie niż jej. Bardziej niż zwykle czułam, że jestem
         w jej rękach. Jakoś jednak przestało mnie to martwić. Tym sposobem nasza
   126   127   128   129   130   131   132   133   134   135   136