Page 126 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 126

ZEMSTA EDZI                          125



             w swoim popielatym szlafroku, z blado-siną twarzą i małymi, mysimi oczkami
             o zaczerwienionych brzegach, że niemal straciłam apetyt.

                                               *
             Tamto lato przeminęło jak sen. To był cudowny, radosny czas. Po nim przyszła
             długa, złota jesień. Czułam się doskonale. Atmosfera między mną a Lolkiem
             wibrowała niemalże początkiem miłości, przynajmniej z mojej strony. Wycze-
             kiwałam fascynującego sezonu zimowego. Lolek postarał się zawczasu i załatwił
             bilety do teatru dla naszego towarzystwa, żebyśmy wszyscy siedzieli razem i mieli
             dobre miejsca.
                Zima zaczęła się serią zamieci śnieżnych, po których przyszła potworna
             fala mrozu. Schody w domach takich jak u Lolka i Edzi trzeba było regularnie
             sprzątać z okowów lodu i śniegu. Nawet po wysprzątanych nie wolno było bie-
             gać, bo były bardzo śliskie. Wskazane było trzymać się poręczy. Lolek jednak,
             kiedy był ze mną, a także w towarzystwie innych kobiet, miał zwyczaj zbiegać,
             doprawdy zlatywać po stopniach, tak zgrabnie, że nawet dzieci z ulicy patrzyły
             z podziwem.
                Tym sposobem doszło do nieszczęścia.
                Lolek poślizgnął się, zbiegając ze schodów – wcale nie swojego domu, ale
             jednego z domów na starym mieście, przy porcie. Może tam kogoś miał. Upadł
             głową na żelazną poręcz z taką siłą, że doznał krwotoku. Wygląda na to, że
             skradziono mu jeszcze portfel, bo nie miał przy sobie żadnych dokumentów.
             Trzydzieści godzin zajęło ustalenie jego tożsamości.
                Po tym, jak Lolek nie wrócił do domu na noc, Edzia zadzwoniła do mnie
             rano, żeby spytać, jak się czuje. Zdumiona i głęboko poruszona powiedziałam jej
             prawdę, że nie wiem i że się z nim nie widziałam. Kiedy zaczęła buczeć, wzdychać
             i rozpaczać, że serce podsuwa jej złe wieści, próbowałam ją uspokoić, aż straciłam
             cierpliwość i odłożyłam słuchawkę. Ja sama byłam silnie wstrząśnięta. Z począt-
             ku myślałam, że Lolkowi naprawdę coś się stało, tak wpłynęła na mnie czarna
             rozpacz Edzi. Potem się uspokoiłam. Nic się nie mogło stać Lolkowi, mówiłam
             sobie, poza jednym: spędził noc z inną kobietą. To też nie była przesadnie radosna
             myśl. Koniec końców minione lato i jesień miały dla mnie szczególne, duchowe
   121   122   123   124   125   126   127   128   129   130   131