Page 125 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 125

124                           OCALALI



            – Czy Lolek jest all right? – zapytała.
            – Jak to, dlaczego pytasz? – odpowiedziałam pytaniem, żeby kupić sobie tro-
         chę czasu i zdecydować, co jej powiedzieć. Słuchawka w mojej ręce ważyła tonę.
            – Bo sądziłam, że jest u ciebie – ciągnęła dalej Edzia. – To pierwszy raz,
         kiedy nie wraca do domu na noc. Przez całą noc wyglądałam go przez okno.
         Zadzwonić też nie zadzwonił. Zaczęłam się zastanawiać, czy coś mu się, broń
         Boże, nie stało. – Nagle zawołała z przesadną, dziecięcą radością: – O, właśnie
         przyszedł! Zgadnij, z kim rozmawiam przez telefon, Lolku drogi! – słyszałam
         jej głos. Zaraz potem krzyknęła do słuchawki: – Muszę kończyć. Nie pozwala
         mi z tobą rozmawiać. Mówi, że jesteś twórczą, produktywną osobą i śpieszy ci
         się do pracy. – Odłożyła słuchawkę.
            Ku mojemu zaskoczeniu tego samego dnia, późnym wieczorem, Edzia raz
         jeszcze zadzwoniła do mnie.
            – Lolek kazał – westchnęła – żebym cię zaprosiła do nas jutro na śniadanie.
         Jutro jest szabes. Każe ci powiedzieć, że musisz koniecznie przyjść do nas jutro
         rano, żeby z nami zjeść.
            – Jak to? – Mnie też głos zaczął się łamać. – Co… co się stało? I dlaczego on
         sam nie podejdzie do telefonu?
            – Mówi, że jest w złym nastroju. Depresja… i… i chce, żebym to ja cię zaprosiła,
         żeby udowodnić, że nie jestem na niego zła, ani na ciebie. No więc cię zapraszam.
            Zrozumiałam, w czym rzecz. Lolek potrzebował tego gestu z mojej strony.
         Zlekceważyłam nieprzyjemne uczucie w sercu i nazajutrz rano poszłam do nich
         na śniadanie.
            Kiedy zasiedliśmy przy kuchennym stole, Lolek nader przyjaźnie polecił Edzi,
         żeby przygotowała dla mnie szklankę gorącego mleka czekoladowego. W każdy
         szabes o poranku piłam mleko czekoladowe. Edzia przyszykowała też moje
         ulubione szabesowe śniadanie: naleśniki z syropem klonowym. Lolek chwalił
         mnie przed Edzią, że nie muszę liczyć kalorii, bo jestem produktywną i twórczą
         osobą; spalam kalorie swoją energią, swoją aktywnością.
            Naleśniki smakowały przepysznie. Wiele rzeczy można było powiedzieć o Edzi,
         ale nie to, że źle gotowała. Jak zwykle – gdzieś z tyłu głowy miałam podejrzenie,
         że Edzia dodała do naleśników trucizny. W dodatku wyglądała tak strasznie
   120   121   122   123   124   125   126   127   128   129   130