Page 124 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 124
ZEMSTA EDZI 123
– I to nazywasz tchórzostwem? – zawołałam tonem szczerego zdumienia. –
Nie mam słów…
Pocałowałam Lolka w świetle latarni zapalonych na wzgórzu, pocałowałam
go z większą czułością niż kiedykolwiek wcześniej, choć jego usta pozostawały
suche i zimne. Staliśmy pod świecącym krzyżem na szczycie wzgórza. Patrzyłam
na bladą i cierpiącą twarz Lolka w blasku zapalonych lamp, z których krzyż
uformowany był jak z płynnego złota. Byłam gotowa mu się oddać, natychmiast,
tam na górze, w mrocznym cieniu, rzucanym przez krzyż na błękitne krzewy.
Jego wewnętrzne cierpienia bardziej niż kiedykolwiek rozpalały w moich żyłach
pragnienie bycia z nim.
Koniec końców udało mi się go przekonać, żebyśmy poszli do mojego miesz-
kania – jako jego prezent dla mnie z okazji tego specjalnego wieczora. Czułam
się podle, musząc sięgać po ten argument, podczas gdy jakiś czas temu tak
chętnie spędzał u mnie wieczory. W pewien sposób czerpałam jednak przy-
jemność ze swojego poniżenia. Pomogło mi ono zmobilizować wszystkie moje
kobiece wdzięki. Dzięki nim udało mi się nawet przekonać go, żeby został
u mnie całą noc! To była jedna z najpiękniejszych nocy mojego życia. Bo je-
śli nadal zazdrościłam zamężnym kobietom, to tylko dlatego, że przesypiają
noce obok ciepłego, ludzkiego ciała. Pomimo że już tyle lat żyłam w poje-
dynkę, wciąż jeszcze dopadała mnie nocami straszliwa samotność, kiedy le-
żałam sama w pustym łóżku. Wygląda na to, że – podobnie jak hipochon-
dria – pragnienie bycia z drugim człowiekiem jest chorobą, której nie da się
wyleczyć.
Na początku tej nocy z Lolkiem miałam przebłyski wizji, w których widziałam
Edzię leżącą samotnie w swoim łóżku, dokładnie tak samo, jak ja zawsze leżałam.
Potem jednak miałam wrażenie, że nie jest sama, że jest razem ze mną i Lolkiem,
otulona rozpaczliwą bliskością.
Rankiem, po tym, jak radośnie przegadałam jakąś godzinę przy śniadaniu
– a Lolek siedział naprzeciw mnie, śpiący i jakby oszołomiony – musiał mnie
w końcu zostawić i wyjść na spotkanie z twardą rzeczywistością życia. Poszedł
do domu, żeby się przebrać do pracy. Niedługo po jego wyjściu zadzwoniła do
mnie Edzia. Jej głos był ochrypły, wystraszony.

