Page 119 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 119

118                           OCALALI



            – Ty to czytasz? – zapytałam zdziwiona.
            Edzia przechyliła główkę do ramienia, przybierając głupią pozę:
            – Oglądam tylko obrazki. – Zachichotała.
            Z dziwnym uczuciem wstrętu chciałam zabrać się do kartkowania książki,
         ale Edzia wyciągnęła rękę i zabrała mi ją. Zauważyłam mały bandaż wystający
         jej spod rękawa. Z grzeczności zapytałam:
            – Co sobie zrobiłaś?
            – Oj, to nic. – Szybko naciągnęła rękaw na bandaż i dodała szeptem: – To
         Lolek…
            Nastroszyłam brwi, gotowa stanąć po stronie Lolka:
            – Jak to? – niemal wykrzyknęłam na głos – Lolek cię bije?
            – Broń Boże – uspokoiła mnie. – Lolek miałby mnie skrzywdzić? Co też ci
         przyszło do głowy? To przecież uosobienie szlachetności. Powinnaś już o tym
         wiedzieć. A o jego wyczynach w partyzantce można by pisać książki. Jest zbyt
         skromny, żeby o tym mówić. Ale ja znam mojego Lolka, zaufaj mi. To ze mnie
         jest niezdara. Znasz mnie przecież. Zacięłam się w rękę lustrem, wyobraź sobie.
         Taka moja natura. Gdy tylko Lolek powie choć słówko, zaraz odwracam głowę.
         Przeżyłam z nim tyle lat i nadal nie przyzwyczaiłam się do jego poczucia humoru.
         Kiedy woła mnie tym uroczym, zabawnym przezwiskiem, które mi nadał – nazywa
         mnie „świętą Kunegundą” – zaraz wszystko leci mi z rąk. Rozumiesz, czesałam
         włosy przed lustrem. Śpieszyło mu się do wyjścia i chciał, żebym wyprasowała
         mu koszule. Żartował ze mną i zapytał: „Czego się tak bez sensu bałamucisz
         przed lustrem? Myślisz, że ci coś lustro pomoże? Już nic nie pomoże takiej
         świętej Kunegundzie jak ty”. I miał przecież zupełną rację. Machnęłam wtedy
         grzebieniem, tak niezgrabnie… ręką prosto w lustro. Już było pęknięte, więc
         się całkiem rozpadło.

                                          *

         Szczególnie zapadł mi w pamięć tamten „historyczny” wieczór moich urodzin,
         o którym Lolek po raz pierwszy zapomniał. Jego pasja do mnie zaczęła, jak widać,
         w tamtym czasie przygasać, o czym wówczas nie miałam pojęcia. Tamtego wie-
         czora nijak nie mogłam usiedzieć sama w mieszkaniu i zdecydowałam się uczcić
   114   115   116   117   118   119   120   121   122   123   124