Page 116 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 116
ZEMSTA EDZI 115
w mieszkaniu były tymi samymi, które Lolek i Edzia sprawili sobie w pierwszych
latach po przyjeździe. Upływ czasu nieźle już nadgryzł kanapy i fotele, wyssał
żywe kolory z firan i nadał im popielatej barwy. Mieszkanie było jednak schludne,
urządzone skromnie, ale ze smakiem, estetyczne. Nie miałam wątpliwości, że to
Lolek przyłożył rękę do stworzenia tego przyjemnego efektu.
Edzia przywitała mnie z nieśmiałym półuśmiechem. Zaproponowała mi
szklankę herbaty, postawiła przekąski na stoliku, a ja i Lolek rozsiedliśmy się,
a w zasadzie wręcz zatopiliśmy się, w głębokiej kanapie z połamanymi sprężynami
pod siedzeniem. Z zapałem ciągnęłam konwersację, próbując pocieszyć Lolka
gadaniną o różnych aktualnych sprawach ze świata kultury, podczas gdy Edzia
nam usługiwała. Nie wcisnęła cytryny do herbaty i Lolek przypomniał jej o tym
z delikatną uprzejmością.
Przycisnęła swoją rączkę do policzka i zawołała:
– Ojej, ale jestem rozkojarzona! Już przynoszę!
Kiedy wciskała cytrynę, Lolek, w jej obecności, dobrodusznie skomentował:
– Edzia żyje na księżycu.
Edzia pokiwała głową:
– Tak, bujam w przestworzach.
Nie wiem dlaczego, ale kiedy to powiedziała, zobaczyłam w pamięci otwarte,
puste przestworza nad naszym obozem koncentracyjnym. Na szczęście Edzia
dodała zaraz żartobliwym tonem:
– Mam słabość do astronomii.
Lolek mrugnął do mnie porozumiewawczo. Zaczekaliśmy, aż Edzia zniknie
w kuchni, zabierając ze sobą czarnego kocura, którym się opiekowała. Wołała
na niego: Loverboy. Stale łasił się i plątał między jej smukłymi i całkiem zgrab-
nymi nóżkami. Moja rozmowa z Lolkiem przeciągnęła się, minęło parę godzin.
Słyszałam głos Edzi dochodzący z kuchni. Mówiła do swojego kocura i wołała
go tym dziwnym, szorstko-czułym imieniem. Zaczęło mi się zdawać, że Edzia
szykuje tam w kuchni jakąś zatrutą potrawę dla Lolka i dla mnie. Z udawaną
radością zawołałam do niej:
– Edziu, co ty tam robisz? Chodź do nas!
Wystawiła główkę zza drzwi kuchni i obdarzyła mnie krzywym uśmieszkiem:

