Page 117 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 117

116                           OCALALI



            – Już idę. Nakarmię tylko mojego Loverboya.
            Ciągnęłam dalej rozmowę z Lolkiem, oczekując przyjścia Edzi. Wyczekiwa-
         łam – jak skazana, ale odważna – aż pojawi się za moment przed nami z zatrutą
         strawą, aż przeszyje mnie żądnym zemsty spojrzeniem i zmusi do zjedzenia tego,
         co przyszykowała. Co do tego, że pragnęła zemsty, nie miałam wątpliwości.
         Trzymałam się starej zasady, która mówi, że najbardziej obwiniamy tych, którym
         najwięcej zawdzięczamy.
            Ale Edzia wyszła z kuchni dopiero przed moim wyjściem:
            – Do zobaczenia. Dziękuję, że przyszłaś – pożegnała się ze mną.
            W tym momencie Lolek uznał, że moja wizyta tak go orzeźwiła, że czuje
         się na siłach wyjść na spacer i odprowadzić mnie do domu. Wyszliśmy za drzwi
         i stanęliśmy przed kręconymi schodami, które prowadziły na ulicę. Edzia z ko-
         curem wyszli raz jeszcze się pożegnać. Loverboy zaczął łasić mi się do nóg. Wy-
         straszyłam się, że zrobi mi oczko w rajstopach. Wyjątkowo brzydziłam się tego
         czarnego widma pod postacią kocura, tego szkaradnego, delikatnie stąpającego,
         szpiegowskiego demona o inteligentnych, zielonych oczach, które krążyły po
         mnie jak dwie przeszukujące latarki.
            Edzia dobrze wiedziała, jak odstręczający jest dla mnie ten kocur. Teraz,
         widząc, jak plącze mi się pod nogami, wybuchnęła śmiechem i tak mocno go
         kopnęła, że stworzenie zawyło niemal ludzkim głosem i w mgnieniu oka zniknęło
         w czeluściach mieszkania. Brutalność Edzi wprawiła mnie w osłupienie. W tym
         momencie stało się dla mnie jasne, że bałam się Edzi bardziej niż jej kocura.
            Ostrożnie zeszłam po schodach z wyraźnym poczuciem, że za chwilę jakaś ręka
         popchnie mnie od tyłu i stoczę się na chodnik. Odwróciłam głowę i zobaczyłam
         w górze Edzię, stojącą w drzwiach z kocurem na rękach. Przyciskała go do piersi
         i słyszałam, jak mówi do niego:
            – Ojej, co ja ci zrobiłam, Loverboy? Wybacz mi. Nie chciałam ci zrobić
         krzywdy. No już, ćśś, Loverboy, ćśś…
            Gdy jej wzrok spotkał się z moim, pomachała rączką i zawołała za nami:
            – Do zobaczenia, bawcie się dobrze!
   112   113   114   115   116   117   118   119   120   121   122