Page 115 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 115

114                           OCALALI



         głębiej w wodnych odmętach, mają przynajmniej chwilową iluzję, że znaleźli
         podporę i uratują się. Co posiadam ja, rzekomo silna wewnętrznie, ja, rzekomo
         twarda i odporna, poza tym moim uratowanym, samotnym, neurotycznym
         życiem, tym właśnie życiem, które tak domagało się ode mnie, bym je przeżyła,
         które zmuszało mnie, z wdzięcznością i bez skrupułów, żebym wykorzystała każdą
         drobinkę przyjemności, która trafiła się na mojej pustej drodze? A Lolek, choć
         był entuzjastycznym, radosnym miłośnikiem życia – czy którekolwiek z jego
         dni były wolne od ciężkiej depresji?

                                          *
         Gdy czułam się źle i byłam w podłym nastroju, Lolek wydzwaniał do mnie setki
         razy, żeby dowiedzieć się, jak się czuję. Wieczorami nie odstępował mnie na krok.
         Kiedy coś podobnego działo się z Lolkiem i popadał w jedną ze swoich ciężkich
         depresji, odpłacałam mu taką samą troską.
            Gdy dzwoniłam do niego do domu i telefon odbierała Edzia, z przesadnym
         entuzjazmem wołała do słuchawki:
            – Ojej, to ty? Co u ciebie, Rela? – I nie czekając, aż odpowiem co u mnie,
         dodawała: – Czekaj, już ci daję Lolka.
            Kiedy Lolek podchodził do telefonu, żartowałam z nim:
            – Widzisz – mówiłam – twoja Edzia mi cię oddaje.
            Jednocześnie ręka, którą trzymałam słuchawkę, zaczynała mi dziwnie ciążyć.
         Dzwonienie do mieszkania Lolka bez związku ze spotkaniem naszej grupy zawsze
         sprawiało, że czułam się nieswojo.
            Któregoś razu, kiedy Lolek był w głębszej depresji i nie miał siły wyjść z domu,
         uznałam za swój obowiązek złożyć mu wizytę w mieszkaniu przy ulicy Esplanade.
         W drodze na miejsce serce drżało mi tak z radości, jak i z niepokoju. W duchu
         zadawałam sobie pytanie, jak zachowa się wobec mnie Edzia.
            Do mieszkania, w którym mieszkali Edzia z Lolkiem i w którym tak często
         odbywały się spotkania naszego towarzystwa, prowadziły drewniane schody
         prosto z ulicy, w starym quebeckim stylu. Mieszkanie było długie i mroczne.
         Tylko pokój gościnny posiadał duże, jasne okno z cudownym widokiem: wiel-
         kie boisko sportowe na tle wzgórza Mont Royal z krzyżem na szczycie. Meble
   110   111   112   113   114   115   116   117   118   119   120