Page 118 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 118
ZEMSTA EDZI 117
*
Przypominam sobie ten drugi raz, kiedy to wstąpiłam do nich sama, nie jako część
naszej grupy. Tym razem Lolek nie wrócił jeszcze z pracy do domu. Umówiłam się
z nim, że pojedziemy gdzieś na kolację, a potem pójdziemy na wernisaż malarza
eksperymentatora, który używał wszelkiej maści środków chemicznych zamiast farb.
Samochód Lolka zepsuł się i musiałam odebrać go spod mieszkania. Edzia przywitała
mnie, jak zawsze, z przesadną wylewnością i poprosiła, żebym rozgościła się na kanapie.
Po paru minutach, z uśmiechem, który był jednocześnie dziecięcy i chytry, powoli
podeszła do mnie. Trzymała w ręce małą, wyblakłą, wytartą fotografię. Pokazała mi ją.
– Widzisz, co mi wysłała krewna z Argentyny? – wyszeptała z zapałem. – Ta
dziewczynka, którą tu widzisz, to ja. Mam dziesięć lat. W ręce trzymam dyplom
ze szkoły. Byłam najlepszą uczennicą w klasie.
Moja siostrzyczka Maniusza miała dziesięć lat, kiedy została zamordowana.
Dziewczynka na fotografii ożywiła mi ją z bolesną wyrazistością.
– Wiesz przecież, że kiedy się przyjeżdżało do Auschwitz, zabierano nam
wszystko, także fotografie – usłyszałam głos Edzi.
Słowo „Auschwitz” wypowiedziane na głos i dzień naszego przyjazdu tam, który
Edzia niespodziewanie wspomniała, zaparły mi dech w piersiach. Chciałam zatkać
uszy, zatkać Edzi usta dłonią. Chciałam uciekać. Znieruchomiałam na myśl, że za
chwilę Edzia zacznie mówić o Auschwitz, choć nigdy wcześniej tego nie robiła. Tak
jak ja, nigdy nie rozmawiała o tamtych czasach. Na szczęście i tym razem do tego
nie doszło. Gdy tylko usłyszałyśmy Lolka wbiegającego po schodach na zewnątrz,
wyrwała mi z ręki fotografię i szybko schowała ją pod obrusikiem na komodzie.
Lolek wpadł do mieszkania jak burza. Wkrótce wszystko wokół zaczęło
wibrować w radości i napięciu. Wesoło pomachał do mnie i wbiegł do sypialni
się przebrać. Zmusiłam się, żeby spojrzeć na Edzię, nie chciałam przecież, żeby
wyszła z pokoju. Obok mnie na kanapie leżała książka zatytułowana Zderzenie
światów, niejakiego Wielikowskiego .
15
15 Immanuił Wielikowski (1895-1979) – pseudonaukowiec, psychiatra, psychoanalityk. W wydanej
w 1950 r. książce Worlds in Collision (tytuł pol. Zderzenie światów) opisywał niezgodną z nauką teorię
pojawienia się w Układzie Słonecznym planety Wenus, inspirowaną starożytnymi tekstami religijnymi.

