Page 121 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 121

120                           OCALALI



         dla Lolka. Bądź dla niego cierpliwa. Do ludzi takich jak on trzeba się wyposażyć
         w wiele cierpliwości. Zaraz tu przyjdzie i też będzie ci życzył wszystkiego najlep-
         szego. Ja osobiście nie obchodzę urodzin. Jest tyle dat moich narodzin, że to już
         za dużo. Byłaś położną przy jednych z moich narodzin, znaczy się, ponownych
         narodzin, prawda, Relo?
            Rzuciła okiem na czarnego kocura, który plątał jej się pod nogami, jak gdyby
         to jego pytała, nie mnie. Następnie skinęła podbródkiem w stronę okna, przez
         które widać było krzyż na szczycie wzgórza. Świecący, uformowany z elektrycznych
         lamp, wdzierał się swoim blaskiem do pokoju przez granatowy, wieczorny mrok:
            – Widzisz tamten krzyż? Piękny, hm? Ale mnie się zdaje, że czegoś mu bra-
         kuje. Zgadnij czego.
            – Jezusa! – zawołałam, śmiejąc się półgębkiem.
            Pokiwała głową.
            – Tak, Jezusa. Każdy krzyż musi mieć swojego Jezusa, a każdy Jezus musi mieć
         swój krzyż. Rozumiesz, Relo? Krzyż to pytanie, a Jezus to odpowiedź. Mówię
         sobie, że ja też jestem takim krzyżem i noszę na sobie Jezusa.
            Spojrzałam na nią pytająco. Czy naprawdę miała na myśli to, co mi się wy-
         dawało? Ale jakim sposobem ona, żyjąca w innym świecie, mogła wiedzieć
         o wewnętrznych cierpieniach Lolka? Zaśmiałam się znowu.
            – Wierz mi, nie ma z czego się śmiać. – Potrząsnęła główką i przyłożyła rękę
         do piersi. – Znam dobroć Lolka, jego serdeczność. Ostatnią koszulę by z siebie
         dał zdjąć dla ciebie, dla swoich przyjaciół i dla całej ludzkości.
            – Ale przede wszystkim dla ciebie – pozwoliłam sobie na lekką uszczypliwość.
            – Oczywiście, przede wszystkim dla mnie. Dla mnie zdejmuje ostatnią koszulę,
         żebym mu ją wyprała. Wie, jak uwielbiam prać jego koszule. Naprawdę mnie
         uszczęśliwił, powierzając mi to zadanie. Takiego dobrego człowieka jak Lolek
         ze świecą szukać, a i tak się nie znajdzie. Prawdziwy Jezus!
            Jej głos brzmiał tak szczerze, że śmiech ugrzązł mi w gardle. Po plecach prze-
         biegł mi dreszcz; wystraszyłam się, że zaraz zacznie wychwalać również i moją
         dobroć wobec niej.
   116   117   118   119   120   121   122   123   124   125   126