Page 127 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 127

126                           OCALALI



         znaczenie; był to czas, kiedy moja miłość do niego zaczęła rozkwitać. Jego znik-
         nięcie poprzedniej nocy było dowodem na to, że nie traktował mnie poważnie
         i nie był ze mną szczery. Przypomniałam sobie, co Paweł opowiadał mi o Lolku,
         o tym, jak oszukuje cały świat kłamiąc, że był w partyzantce. Niespodziewanie
         stało się dla mnie jasne, że człowiek fałszywy w jednej kwestii mógł być tak samo
         nieszczery w innej.
            Cały dzień nie dawałam o sobie znać. Nie dzwoniłam do Lolka i Edzi. Na-
         zajutrz Sylwia, żona Pawła, zatelefonowała do mnie i przekazała mi wiadomość
         o śmierci Lolka, ze wszystkimi straszliwymi szczegółami.
            Nasza grupa była w szoku. Zgasła dusza naszego małego, rodzinnego kręgu.
         Lolka, pełnego życia, zapału, humoru, pomysłowego idealisty, tak spragnionego
         radości i przyjemności, już nie było. Ciężko przychodziło nam pogodzić się z tym
         wyrokiem. Czuliśmy się osieroceni, byliśmy w żałobie. A to, co czuła reszta, ja
         odczuwałam podwójnie, w zwielokrotnieniu. W odejściu Lolka z tego świata
         widziałam przekorny dowcip swojego losu. Lolek, jaki by nie był nieszczery i fał-
         szywy, był światłem w moim życiu. Nie, nie udało mi się naprawdę go pokochać
         – to był kolejny dowód na to, że kacet na zawsze odebrał mi zdolność kochania.
         Ale bardzo chciałam go kochać. Znalazłam przyjemność nawet w udawaniu, że
         jestem w nim zakochana. Teraz w otchłani mojej samotności otwarła się jeszcze
         głębsza otchłań. Połknęła mnie ciemność.

                                          *

         W tych żałobnych dniach wszyscy bardzo martwiliśmy się o Edzię. Baliśmy się, że
         zupełnie się załamie. Jak będzie mogła żyć bez Lolka? Przecież go ubóstwiała. Jak
         sobie poradzi? Bez niego nie mogła się nawet ruszyć. Przecież żyła na księżycu.
         Pod względem fizycznym też żadna z niej była siłaczka.
            Ale po jakimś czasie, jak to zwykle bywa, towarzystwo powoli przestało tak
         często ją odwiedzać i do niej dzwonić. Ona też nie dawała o sobie znać. Inne
         poważne zdarzenia w życiu innych osób wysuwały się na pierwszy plan i kontakt
         z Edzią zupełnie się urwał. Towarzystwo niemal tego nie zauważyło. Podobnie
         jak kiedyś nie zwracano uwagi na jej faktyczną obecność, tak i teraz nie zwracano
         uwagi na jej brak. I tak bez Lolka nie pasowałaby do grupy.
   122   123   124   125   126   127   128   129   130   131   132