Page 82 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 82

ARCYDZIEŁO                            81



             i podarowała światu jego arcydzieło. Ona, wdowa po artyście, miała wszelkie
             prawo, by znaleźć okruch pocieszenia w tej chwale; pozwolić, by opromieniła
             jej rozpacz.
                Kilka razy przyszło Soni na myśl, żeby zajrzeć do samego dzieła. Nie odważyła
             się jednak. Bała się, że jeszcze bardziej ją to złamie.
                Roztrzęsionymi rękoma zapakowała wszystkie tomy do wielkiego, kartono-
             wego pudła, które ostrożnie przekazała najbardziej szanowanemu wydawcy
             w kraju, który pofatygował się do pokoiku razem ze swoim sekretarzem.
                – To jest to, drogi przyjacielu – powiedziała mu, zanosząc się łzami. – To
             jedyna kopia, którą posiadam i… proszę, by pan pamiętał, że to wszystko, co mi
             po nim zostało.
                Poruszony wydawca pocieszał ją:
                – Proszę się na mnie zdać, madame, to byłaby strata dla nas wszystkich. Z tego
             co widzę, madame, dzieło nie ma tytułu.
                – Tak – przygryzła wargi – mieliśmy wspólnie wymyślić tytuł… dam… dam
             panu znać…
                Wydawca wziął ciężkie pudło z jej rąk i podał je sekretarzowi:
                – Jedziemy prosto do biura! – rzucił do niego z zapałem.
                Jaki szok spotkał świat literacki i samą Sonię, gdy okazało się, że pudło z ty-
             siącami stron jest pełne tysięcy bzdur, bezmyślnej pisaniny, bez jakiegokolwiek
             sensu. Zwykła grafomania. Potok frazesów, bez początku, bez zakończenia.
             Biegunka słowna… słowa… słowa. Góra śmieci.
                Sonia próbowała składać wyjaśnienia, ale nikt nie wierzył, że to nie ta sama
             książka, którą czytywała z takim zachwytem. Słuchano jej z ukrytym rozbawie-
             niem i klepano ją po ramieniu ze szczerym, uprzejmym współczuciem; współczu-
             ciem, jakim darzy się każdą zwykłą wdowę, która w rozpaczy nie wie, o czym mówi.
                Dla wszystkich, także dla Soni, stało się wówczas jasne, że Wiktor był wariatem,
             co stanowiło bezpośrednie wytłumaczenie przyczyn jego samobójstwa. Nikomu
             bowiem nie przychodziło do głowy, że mogłoby to być cokolwiek innego niż
             samobójstwo. Był to destrukcyjny napad szaleństwa, zabić siebie razem z dom-
             kiem, w którym niegdyś, według Soni oraz według świadectw dzieci, przeżył
             najszczęśliwsze dni swojego życia.
   77   78   79   80   81   82   83   84   85   86   87