Page 78 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 78
ARCYDZIEŁO 77
6
Minął rok. Wiktor już od bardzo dawna nie widział się z Sonią. Chatka w Gó-
rach Laurentyńskich była jedyną rzeczą, która ich ze sobą wiązała. Nigdy się tam
jednak nie spotkali. Sonia zwykle przyjeżdżała w środku tygodnia, kiedy miała
poranek wolny od pracy w szkole. On zwykł przyjeżdżać w weekend. Pozdrawiał
ją nieporządek, który po sobie zostawiał. On nie wiedział o jej przyjazdach.
Wciąż nie rozwiązali prawnie swojego statusu jako męża i żony w separacji.
On nie chciał sobie tym zawracać głowy. Nie obchodziło go to. Swoje zobowią-
zania finansowe wypełniał jak dotychczas. Ona zaś, Sonia, wciąż miała nadzieję,
że do niej wróci. Jej tryb życia był tak luźny jak kiedyś; miała zeń jeszcze mniej
przyjemności, niż zwykła miewać dawniej. Tęskniła za ciepłą, serdeczną i pobu-
dzającą ducha atmosferą, którą Wiktor wprowadzał w domu, pomimo że ciągle
był zajęty. Najchętniej wróciłaby do sposobu życia z czasów, zanim powiedziała
Wiktorowi prawdę o Dannym. Wygląda na to, że również w życiu, dokładnie
tak jak i w sztuce, prawda nie zawsze jest najlepszą drogą, najlepszym wyborem.
Czas pędził naprzód. Nadszedł zimowy dzień, w którym Wiktor poczuł, ku
swojemu zdziwieniu, że nić zaczyna się strzępić; że ostatni tom jego dzieła jest
gotowy. Jakiś prześmiewczy duch zaczął mącić mu w głowie; twoja droga zbliża
się ku końcowi… nić się rwie. Wkrótce nie będzie czego się złapać.
Przestaje pisać. Nagle widzi biurko, zawalone wielkimi stosami zapisanych
kartek, z odrobiną miejsca na jego rękę i ryzę papieru. Nie może zrozumieć, jak do
tego doszło; jakim sposobem mógł fizycznie zapełnić tysiące arkuszy papieru. Oto
leżą kolejne tomy, każdy na swoim miejscu. Strony ponumerowane w perfekcyj-
nym porządku. W naturze człowieka leży bez wątpienia dążenie do porządku i nic
na to nie pomoże. Wobec tego on także musi pójść na to nieznaczne ustępstwo:
numerować. Teraz nie pozostało już nic, jak tylko dopisać zakończenie i także
je ponumerować. Zapewne w numerowaniu było coś pozytywnego.
Demon w jego głowie droczy się z nim: niedługo nie będzie czego numero-
wać… tylko puste arkusze… tylko puste dni.
Tu jednak Wiktor zaśmiał się zwycięsko: więc muszę zacząć od początku!
Przepisywać! Nie ma pisania bez przepisywania. To jest obowiązek pisarza

