Page 81 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 81

80                            OCALALI



            Płomienie miały z sejfem ciężki kawał roboty. Jednak koniec końców dały
         sobie radę. Umocnione połknięciem domu, poczęły marszczyć i giąć grubą
         blachę sejfu, aż dostały się do środka, rzuciły na plik papierów i w mgnieniu oka
         pochłonęły go do ostatniej stroniczki. W ten sposób Wiktor, pisarz, w pewien
         sposób podzielił los wielu bohaterów swojego spalonego dzieła.




                                          7

         Gdy tylko w mieście dowiedziano się o tym nieszczęściu i na jego temat rozpisały
         się gazety, wówczas tabuny fotografów, reporterów i wszelkiej maści zainteresowa-
         nych ze świata literackiego rzuciły się pod adres małego mieszkanka Wiktora. Tam
         przyjęła ich Sonia. Znaczyło to, że ona i Wiktor nie byli w separacji – przychodził
         tu tylko pracować, ponieważ w domu za bardzo mu przeszkadzano. Teraz ona, jako
         wdowa po słynnym pisarzu, miała zarządzać jego spuścizną, szczególnie literacką.
            Gdy tylko Sonia po raz pierwszy weszła do jego pokoiku, zrozumiała, dzięki
         stosom papierów na biurku, dzięki gotowym, ponumerowanym częściom, które
         jak gdyby na nią czekały, że Wiktor – którego, załamana poczuciem winy, opłaki-
         wała – spłatał jej figla. Że on sam zrobił kopię swojego dzieła, zanim je wyrzucił.
         Że chciał w ten sposób tylko jeszcze bardziej obciążyć jej sumienie, i pewnie
         czekał na nią wtedy, w korytarzu, obok spalarki, żeby na własne oczy zobaczyła,
         co robi. Potem, kiedy był sam, od nowa zabrał się do pracy.
            Szybko jednak zarzuciła te podejrzenia. To nie pasowało do jego charakteru,
         prędzej do jej. Bardziej prawdopodobnym wydawało jej się, że dogrzebał się do
         kopii manuskryptu, którą ona, Sonia, schowała w piwnicy domku na wsi, i z niej
         zrobił drugą kopię. Pewnie nie chciał, by wydawało jej się, że szykuje się mimo
         wszystko do przygotowania ostatecznej wersji swojej książki, ponieważ byłby
         to dla niej sygnał, że wciąż ją kocha i że dzięki temu ona sama może choć trochę
         bardziej kochać samą siebie.
            Potraktowała to więc jako taki właśnie sygnał. Była i pozostała wspólniczką
         dzieła Wiktora. Stało się tak, jak przeczuwała. Zarówno łagodziło to jej rozpacz,
         jak i pogłębiało ranę po stracie. Uratowała wizerunek swojego ukochanego męża
   76   77   78   79   80   81   82   83   84   85   86