Page 27 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 27
26 OCALALI
Tamtego dnia Gawriel nie pojechał do Bastylii. On i Amalia spędzili dużo
czasu w ogrodzie Tuileries, bez jedzenia i picia, siedząc na twardych, metalowych
ławkach, które nieprzyjemnie skrzypiały na żwirze. Ich siedziska były poma-
lowane na pomarańczowo niczym kwadratowe kawałki słońca na tle szarości.
Przypominały Amalii kolor bugenwilii rosnących w japońskim miasteczku, do
którego zabłądziła po wybuchu wojny. Zmęczeni siedzeniem wstali, przeszli się
po ogrodzie, wrócili do rzeźb Henry’ego Moora, znowu usiedli, cały czas rozma-
wiając, coraz bardziej zanurzeni, pochłonięci światem tego drugiego.
Rozmawiali o rzeczach banalnych – odkrywali przed sobą schematyczne wzor-
ce życia, których grube linie powtarzają się w codzienności każdego współczesnego
człowieka. Powiedział jej, że źle zarabia, a kiedy odkłada dłuto i nóż rzeźbiarski,
by zajmować się swoją sytuacją finansową, przeklina życie. Mówił, że pracował
na poczcie, dopóki jego dzieci nie podrosły i w tamtym czasie niemal w ogóle
nie rzeźbił, a teraz mu tego brakuje, a poza tym jego twórcze inspiracje wyschły,
a technika kuleje pod każdym względem. Dodał, że żona ma do niego pretensje.
– Ona… – zaczął.
– Ona pana nie rozumie. – Amalia zakończyła zdanie szeleszczącym, pełnym
mądrości śmiechem. Bowiem to zdanie było frazesem, a tymczasem mogło wy-
rażać bolesną prawdę.
– Chce się ze mną rozwieść – dodał, po czym zadał jej standardowe pytanie,
które zwykle stawia się samotnej kobiecie: dlaczego jest sama?
Odpowiedziała mu jasno i prosto:
– Mąż zdradził mnie z inną, więc przyjechałam tutaj, by uporządkować swoje
uczucia.
Opowiedziała mu również, że chorowała na gruźlicę, lecz teraz jest niemal
zupełnie zdrowa.
Dobrze było rozmawiać tak otwarcie, nie ubarwiając, nie maskując prawdy.
Ot, przyczyniło się do tego obce, wolne miasto, a także fakt, że byli dwojgiem
nieznajomych, i choć wydali się sobie sympatyczni i interesujący, a nawet byli
ciekawi jeden drugiego, to przecież pewnie już nigdy więcej się nie spotkają. To
było jak rozebranie się do naga przed lekarzem, jakby w oczekiwaniu na podanie
leku znajdowano już jakąś część uzdrowienia.

