Page 26 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Chava Rosenfarb - Ocalali. Opowiadania
P. 26
OSTATNIA MIŁOŚĆ 25
Oczywiście widziała tego obcego mężczyznę przechadzającego się, jak ona,
pomiędzy brązami. Tego ponurego, przedwiosennego dnia, gdy w Paryżu nie było
jeszcze wielu turystów, w ogrodzie było pusto. W oczy rzucała się jego wysoka
postać w niezbyt czystym płaszczu przeciwdeszczowym, o nieco pochylonej
głowie pokrytej krótkimi, siwymi włosami, powiewającymi we wszystkich kie-
runkach jak znaki zapytania. Kilka razy musiała zejść na bok, aby go przepuścić,
tak bardzo był zapatrzony w spiżowe kamienie. Jednak nie zwróciła na niego
uwagi, nie dostrzegała go tak naprawdę.
A on jej – też nie. Był zajęty porównywaniem artystycznego języka Henry’ego
Moora z Picassem. Podczas tych rozmyślań nieforemne bryły Moora poprzez
skojarzenia cofnęły jego pamięć ku skalistym kanadyjskim brzegom, które tak
kochał.
Nagle zorientował się, że zrobiło się późno, więc automatycznie podszedł
do obcej, szczupłej kobiety w białym, wiosennym kostiumie, niezbyt pasującym do
pogody, wyróżniającym się rześkością na tle okolicznej szarości. Jej blond włosy,
luźno zebrane w warkocz, niedbale leżały na białym, gronostajowym kołnierzu.
Zatrzymał ją i zapytał, gdzie jest przystanek metra w kierunku Bastylii.
– Do Bastylii? – Zmarszczyła cienkie brwi jakby w zdumieniu. W jego oczach
ta oto tajemnicza, pociągająca kobieta stała się młodą dziewczyną, która zrobiła
taką minę, jakby ktoś chciał ją okraść z jej własności.
– Tak, do Bastylii – potwierdził.
Szybko rozpoznali po akcencie, że nie są sobie obcy, widzieli to również
w swoich spojrzeniach. Żydowskich spojrzeniach żydowskich oczu. W tej samej
chwili odezwali się równocześnie – ona zadała pytanie, a on stwierdził.
Ona: – Po raz pierwszy w Paryżu?
On: – Po raz pierwszy w Paryżu… od zakończenia wojny.
Zaraz po tym pojawiło się jeszcze kilka typowo żydowskich pytań. Tak,
oboje przybyli z Montrealu. Chyba gdzieś słyszeli swoje nazwiska, może nawet
się gdzieś spotkali. Na pewno się spotkali. Wczoraj. Przed rokiem. Wieczność
temu. Z otchłani ich oczu coś magnetycznie wzywało, przyciągało. Nie ustawali
z zadawaniem pytań, ale przestali jasno słyszeć odpowiedzi. Nie, wcale nie spieszył
się do metra. Ona również nigdzie się nie spieszyła.

