Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi
  • EN

Łódzcy Żydzi o przesiedleniach

Biuletyn Kroniki Codziennej - październik 1941

1941, październik – Biuletyn Kroniki Codziennej, wersja niemiecka

YIVO Kol. N. Zonabenda 908, nlb.

Kronika miesięczna za październik 1941 r.

Najważniejszym wydarzeniem w getcie Litzmannstadt w październiku 1941 roku było przybycie 23 000 obcych Żydów[1]. Do tej pory byli oni względnie wolni, mieszkali w swej okolicy – w swej ojczyźnie, z którą byli mocno związani i w którą wrośli, często od pokoleń, od stuleci. Z tego otoczenia, które zamiesz­kiwali od dawna i żadnego innego nie znali, które odbierali jako jedyne i oczywi­ste, wypędzono nagle i deportowano tysiące Żydów. Przybyli bez jakiegokolwiek przygotowania w okolicę i środowisko, które różniło się pod każdym względem od tego, w którym dotąd mieszkali. Przybyli do getta Litzmannstadt, tworu, który – trzeba to przyznać – był jedyny w swoim rodzaju.

żródło: Archiwum Państwowe w Łodzi źródło: Archiwum Państwowe w Łodzi

Gdy współczesny kronikarz określa 16 października, dzień przybycia pierwszego transportu deportowanych Żydów (z Wiednia), jako moment historyczny w dziejach getta, jest to trafne określenie. Ponieważ nic tak silnie nie wpłynęło na oblicze getta i życie wewnętrzne „Żydowskiej Dzielnicy Mieszkaniowej”, czę­ściowo je nawet zmieniając, jak ten potężny napływ wielkiej mozaiki do dość homogenicznej struktury getta. Nagły 15-procentowy przyrost liczby ludności, do tego tak zróżnicowanej i innej niż rdzenna ludność, jest wydarzeniem, nad którym nie można przejść do porządku w sposób niezauważalny czy też je przemilczeć. Musiało ono wywrzeć wpływ i wciągnąć coraz więcej osób. Z punktu widzenia starej ludności getta przybyli tu obcy, „niemieccy” Żydzi, którzy przede wszystkim byli inni niż tutejsi. Ta inność zamazywała, czy też wręcz zaciemniała, w oczach miejscowych ogromne różnice, które w mniejszym lub większym stopniu dzieliły jednych niemieckich Żydów od drugich. Rzeczywiście wszyscy pochodzili z Rzeszy Niemieckiej. Jednak nie można porównać natury i nawyków Żyda od dawna osiadłego w Wiedniu z Żydem osiadłym w Hamburgu, Berlinie czy Düsseldorfie, osiadłego praskiego Żyda z Żydem z Kolonii, Emden, Frankfurtu czy Luxemburga. Z punktu widzenia getta obcy Żydzi stanowili jedność; różnili się między sobą, byli nierówni, łączył ich (z wyjątkiem Prażan) ten sam język. Byli spokrewnieni i luźno połączeni tym samym ciężkim losem: wypędzeniem na czas nieokreślony. Nowy przyczynek, nowy rozdział do wielokrotnie opisywanego pro­blemu Wschodu i Zachodu zaczął się na ziemi, która już od dawna nie była wi­downią tego konfliktu: na (starej) rosyjsko-polskiej ziemi, na ziemi Wschodu, a nie odwrotnie, tak jak w ciągu ostatnich trzech i pół stuleci.

źródło: Archiwum Państwowe w Łodzi źródło: Archiwum Państwowe w Łodzi

Będziemy więc rozpatrywać małe i wielkie wydarzenia tego miesiąca w getcie, typowe i charakterystyczne wydarzenia dnia codziennego, patrząc przez pryzmat tego wielkiego wydarzenia – wsiedlenia Żydów zachodnioeuropejskich. Kiedy rozpatrywaliśmy ciężki i dla ludności getta tragiczny w skutkach styczeń pod ką­tem „głodu i zimna”, wszystkie wydarzenia siłą rzeczy można było pogrupować wokół tych dwóch czynników. Motywem przewodnim tego miesiąca jest przy­bycie „nowych”. Chcemy zbadać, jakie zmiany – pod różnymi względami – do­konały się w środowisku getta w tygodniach przed ich przybyciem i wtedy, kiedy przybyli. Jaki stan zastali wówczas „nowi”, z czym musieli się zmagać i do czego przyzwyczaić – na ile październik przyniósł zmiany w stosunku do poprzednich miesięcy.

Krótka jesień zmieniła się w tym miesiącu wcześnie, o wiele za wcześnie w zi­mę, porę roku, której się obawiano. Z doświadczenia wiadomo, że jest to nie­kończąca się pora roku. Zarówno dla starych, jak i nowych mieszkańców getta, zmiana ta oznaczała katastrofę. Piękna, słoneczna pogoda w pierwszym tygodniu października nie wskazywała na to, że u drzwi czai się już zima. Przed połową miesiąca liczono się z tym, że dopiero teraz zacznie się jesienna pogoda, a tymcza­sem już dwunastego spadł pierwszy śnieg. Nastąpił okres silnych opadów deszczu, mgła, znaczny spadek temperatury, grad i wreszcie raptowna fala dużego zimna z opadami śniegu. 28 [października] zanotowano już 8 stopni mrozu. W tym dniu do getta przybył 13 transport; 1004 Żydów z Düsseldorfu, w wieku od niespełna roku do 72 lat.

Ta zasadnicza, nagła i utrzymująca się zmiana pogody miała naturalnie silny wpływ na stan zdrowotny i śmiertelność ludności getta; dwie kategorie, które nigdzie nie były tak silnie ze sobą powiązane jak w getcie.

Podczas gdy w pierwszej połowie miesiąca ustanowiony został bardzo po­cieszający rekord – najniższa dzienna liczba zgonów od czasu istnienia getta – 9 [października] tylko 11 osób, gdy na przykład w styczniu liczba ta wynosiła 52 zmarłych dziennie a podczas epidemii czerwonki w czerwcu 1940 roku umie­rało średnio dziennie maksymalnie 55 osób – to w drugiej połowie października bardzo wzrosła śmiertelność. Osiągnęła dziennie średnią 23 zmarłych przy ogólnej liczbie w październiku 628 (277 w pierwszej, 351 w drugiej połowie miesiąca). W ciągu całego miesiąca zarejestrowano tylko 34 narodziny (22 chłopców, 12 dziewczynek), a więc nieco ponad jedne narodziny dziennie. Rozpatrując liczbę zgonów nie należy zapominać o jednej rzeczy: przed wojną w Litzmannstadt, ów­czesnej Łodzi, gdzie żyło duże skupisko mniejszości żydowskiej w liczbie 260 000 osób (przy ogólnej liczbie 650 000 ludności), umierało dziennie 6 Żydów. Teraz getto liczy około 150 000 Żydów a więc prawie o 1/4 (25%) [!] mniej niż wówczas w mieście. Przy zachowaniu tych samych warunków powinno więc umierać tylko 4,5 osób dziennie. Jednak średnia dzienna cyfra śmiertelności waha się – jak widzimy – między 11 a 55. Jest więc od 2,5 do 12 razy większa niż przed wojną.

 źródło: Archiwum Państwowe w Łodzi. źródło: Archiwum Państwowe w Łodzi.

Wraz z nadejściem niedobrej pory roku pogorszył się nie tylko ogólny stan zdrowotny, lecz także wzrosła liczba chorób zakaźnych. Zanotowano 2 przypadki zapalenia opon mózgowych na bazie gruźlicy, 6 zachorowań na tyfus plamisty, 8 na suchoty, 10 na dyfteryt, 18 na tyfus brzuszny, 29 na dyzenterię. Liczba chorych w szpitalu zakaźnym wzrosła z 241 do 250 w dniach 5–21 października. W wal­ce przeciwko chorobom zakaźnym ukazały się dwa obwieszczenia Przełożonego Starszeństwa Żydów, które wzywały dzieci z roczników 1929–41 do szczepień przeciwko ospie. Trzeba było zagrozić odebraniem karty mlecznej dla dzieci, aby przełamać niechęć rodziców do tego ważnego aktu mającego na celu zachowanie zdrowia.

Wzrosła także liczba samobójstw: do końca miesiąca naliczono ich osiem. Do samobójczej śmierci doprowadził jod, lizol, luminal, powieszenie i skok z okna. Nowo wsiedleni też już wystawili swój kontyngent, ponieważ wśród tych, którzy się otruli, znajdowało się małżeństwo z Frankfurtu nad Menem, radca pracujący w kolejnictwie wraz z żoną, którzy nie chcieli żyć na wygnaniu.

W stosunku do stycznia w istotny sposób zmniejszyła się przestępczość. O ile wówczas naliczono 804 przypadki, w październiku było ich tylko 615. Najbardziej wyrazisty jest spadek kradzieży: w styczniu było ich 431, głównie kradzieży drewna, w tym miesiącu było ich tylko 181. Do tego spadku przyczy­niły się w istotny sposób drakońskie kary, które zastosował prezes „w walce z przestępczością”. Nie cofnął się też przed zastosowaniem kary chłosty (cytat z jego przemówienia z dnia 7 października 1941 r.). Jednak w tym miesiącu doszło do morderstwa, trzeciego od czasu istnienia getta. Morderca i zamordowany to typo­wi przedstawiciele rdzennej ludności z Bałut. Poza tym kronika policyjna odno­towuje zastrzelenie 23-letniej dziewczyny przy drutach i kradzież trzech dużych pasów transmisyjnych w resorcie stolarskim; wartość skradzionego przedmiotu wynosiła 10 000 marek. Była to największa kradzież, jaka wydarzyła się w getcie.

Do zmian w zewnętrznym obrazie ulicy doprowadziły następujące kroki: po kilkumiesięcznej przerwie, niedługo po tym, jak w mieście zostało uruchomione oświetlenie ulic, nastąpiło to także w getcie, przynajmniej na najważ­niejszych ulicach włączono co drugą lub trzecią lampę.

Usunięto tablice z nazwami ulic, niezależnie czy chodziło o stare polskie, czy nowe niemieckie. Na ich miejsce wprowadzono oznaczenia literowe i liczbowe. Uczyniono to na polecenie władz, bynajmniej nie na wzór amerykański. Talweg na przykład nazywa się od teraz – A, Richterstrasse – G, Hohensteiner – 34, Łagiewnicka stała się ulicą 35. Akcję tę zaczęto już na początku roku, lecz wtedy użyto tablic z tekturowych przykrywek, które nie wytrzymały warunków atmos­ferycznych. Teraz umieszczono tablice z blachy pomalowanej na żółto z czar­nymi napisami. Jest to taki sam zestaw kolorystyczny, jak w przypadku oznak żydowskich. Nowy system oznakowań nie mógł się zadomowić zarówno wśród ludności getta, jak i wśród oficjalnych czynników, ponieważ nie miał żadnej logicznej podstawy. Także „nowi”, jak tylko się trochę orientowali, posługiwali się polskimi lub niemieckimi nazwami ulic. Niemieckie poznawali komunikując się z poszczególnymi wydziałami (urzędami), stare polskie nazwy można było odczytać na każdej szklanej tablicy z numerem domu, o ile ta nie była rozbita (a tak było w większości przypadków) Był na niej też odpowiedni posterunek policji i nazwisko właściciela domu.

Dalszą zmianę w obrazie ulicy wprowadziły nowe linie tramwajowe, którymi administrował dopiero co utworzony Wydział Komunikacji. Tramwaje zostały swego czasu unieruchomione na terenie getta i tylko tory i tablice z oznakowa­niem przystanków świadczyły o tym, że także na tym zaniedbanym przedmieściu działała komunikacja tramwajowa. Teraz uruchomiony został tramwaj towarowy, kursujący sporadycznie, w zależności od potrzeby. Ma on wagony z silnikiem, nie­gdyś należące do Towarzystwa Tramwajowego w Koblencji i wagon – przyczepę zaadaptowaną do transportu towarowego. W większości są to jednak niskie, otwar­te wagony kolejowe, przeznaczone do ruchu towarowego między poszczególnymi resortami a Rynkiem Bałuckim, między bramą wjazdową i wyjazdową. Od dawnego toru kolejowego położono w zależności od potrzeby rozgałęzienia do resor­tów i rozbudowywano je co miesiąc. Teraz ukończono taką linię o długości 120 metrów na terenie dawnej bałuckiej rzeźni (ul. Łagiewnicka), gdzie usytuowane zostały poszczególne warsztaty resortu rymarskiego. Kolejne odgałęzienie będzie prowadzić do Centrali Resortów Krawieckich (Łagiewnicka). Połączone zostały także warsztaty Resortu Krawieckiego na ul. Jakuba. W budowie jest nowa duża linia. Połączy ona dworzec Marysin, na który przybywają transporty kolejowe (ludzie i materiał) z gettem (Sulzfelderstrasse)

Kronika Getta Łódzkiego/Litzmannstadt Getto 1941-1944, wyd. J. Baranowski, Krystyna Radziszewska i inni, Łódź 2009, t. 1, s. 316-319.



[1] Do getta łódzkiego w okresie od 16 X do 4 XI 1941 r. przybyło 20 transportów Żydów zachodnioeuropejskich: pięć transportów z Wiednia liczących ogółem 4 999 osób, pięć z Pragi – 4 999 osób, cztery z Berlina – 4 173 osób (w tym 122 osoby z Emden), dwa z Kolonii – 2 012 osób, jeden z Frankfurtu n. Menem – 1 186 osób, jeden z Hamburga – 1 063 osoby, jeden z Düsseldorfu – 1 007 osób, jeden z Luksemburga – 512 osób (razem 19 951) – APŁ, PSŻ 863, Statystyka Żydów zachodnioeuropejskich wsiedlonych do getta. W źródłach pojawiają się również inne dane, np. według sprawozdania policji niemieckiej wsiedlono 19 837 osob, w statystykach prowadzonych przez PSŻ podana jest również liczba 19 945. Podana w tekście liczba 23 tys. obejmuje również osoby wsiedlone z Kraju Warty (3 082) – por. Dąbrowska 1968, s. 106–107; Baranowski 2004d, s. 92.