Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi

90. urodziny Josefa Buchmanna

 

Dziś. 10 lipca, Josef Buchman, łodzianin, biznesmen i mecenas kultury, Ocalały z łódzkiego getta, obchodzi swoje 90. urodziny. Z okazji pięknego jubileuszu życzymy mu 120 lat w zdrowiu. Przesyłamy życzenia od Pani Prezydent Hanny Zdanowskiej i koncert-niespodziankę w wykonaniu duetu The Cellos.

(Kliknij czytaj więcej, żeby przeczytać biografię Josefa Buchmanna)

Josef Buchman, syn Lajzera i Sury

Odrodził się jak legendarny feniks

Josef Buchman zdaje sobie sprawę, że przyszłość należy do młodych. I to oni zdecydują, jaka ona będzie. Dlatego część swego majątku przeznacza na pomoc młodym, utalentowanym ludziom. Ale chce też upamiętnić najbliższych, którzy zginęli podczas Holocaustu.

Josef Buchman urodził się w Łodzi 10 lipca 1930 roku ( jego nazwisko zapisywano zawsze z jednym „n” dopiero teraz dodawane jest drugie „n”). Jego ojciec – Lajzer (Eliezer) Buchman (ur. 1894) – był działaczem związkowym, reprezentował związek rzeźników. Matka, Chaja Sura (ur. 1899), pochodziła z pobożnej rodziny Haftorników. Mieszkali przy ul. Zgierskiej 78, niedaleko Bałuckiego Rynku. Josef (ma w dokumentach niekiedy dwa imiona: Josek Lajb) pamięta, jak chodził z mamą na rynek po warzywa. Ale najlepiej wspomina wakacyjne wyjazdy do Wiśniowej Góry.

– Z tego okresu zachowało się jedyne rodzinne zdjęcie. Jesteśmy na nim wszyscy razem. Zostało wysłane do wujka w Ameryce i po wojnie dostałem je z powrotem – opowiada. Stoi teraz na honorowym miejscu w jego frankfurckim mieszkaniu.

Josef był jedynym chłopcem w rodzinie, poza nim w domu były cztery siostry: Ruchla (ur. 1920), Szajndla Sala (ur. 1923), Ala (ur. 1927) i najmłodsza Estera (ur. 1932). Miał jeszcze dwie siostry, jednej nigdy nie poznał, bo zmarła przed jego urodzeniem.

Dziadek Josefa ze strony matki był gabajem, czyli osobą, która opiekuje się synagogą, zbiera i rozdziela datki, pomaga potrzebującym. Jego grób, tak jak innych członków rodziny, którzy zmarli w Łodzi, znajduje na łódzkim cmentarzu. Grób siostry Ruchli, zmarłej 15 listopada 1939 roku, został odnaleziony i odnowiony.

W 1940 roku, gdy Niemcy zamykali łódzkich Żydów w getcie, Buchmanowie zostali w swoim mieszkaniu na Zgierskiej. Ojciec Josefa na początku pracował jako rzeźnik, ale bardzo krótko. Potem był furmanem. Zmarł w getcie na zapalenie płuc 1 maja 1942 roku, miał 48 lat. Do tej pory nie udało się ustalić, gdzie został pochowany. Josef i jego siostry pracowali przy wywożeniu nieczystości. To była bardzo ciężka praca, jedna z najgorszych, ale dość dobrze opłacana. Pracowała nawet dziesięcioletnia Esterka. Udało się ocalić ją przed deportacją podczas tzw. wielkiej szpery, gdy Niemcy kazali wywieźć wszystkie dzieci poniżej 10 lat.

Buchmann podkreśla, że starsze siostry bardzo mu pomagały. – Jako jedyny chłopiec byłem w rodzinie bardzo rozpieszczany – przyznaje. Udawało im się uniknąć kolejnych wysyłek.

W 1943 roku przenieśli się o kilka domów dalej, pod numer 84. Pracowali aż do likwidacji getta. W sierpniu Josef wraz z siostrami został wywieziony do Auschwitz. Przeszedłkilka obozów, w Bergen-Belsen został wyzwolony przez Anglików.

– Wśród oficerów angielskich był Chaim Herzog, późniejszy prezydent Izraela – wspomina.

W 1945 Buchmann wrócił do Łodzi. – Chciałem znaleźć kogoś z rodziny, znalazłem ciotkę. Dowiedziałem się, że moje siostry są w Słupsku i pojechałem do nich. Ponieważ w Polsce zaczynał się wtedy komunizm, postanowiliśmy wyjechać do wujka do Ameryki. Ale najpierw trzeba było dostać się do Niemiec. Frankfurt był w amerykańskiej strefie – opowiada. Zarejestrowali się w obozie dla dipisów (od skrótu DP – displaced persons) i czekali na dokumenty na wyjazd do Stanów Zjednoczonych. W końcu jedna z jego sióstr pojechała do Francji, druga postanowiła wyjechać do Australii. Ale on został, uparł się na Amerykę. W międzyczasie jednak umarł wujek i wtedy już nie miał tam do kogo jechać. Został we Frankfurcie.

– Tak się złożyło – podkreśla. Jako bardzo młody człowiek zaczął błyskotliwą karierę. Buchmann mówi na ten temat oszczędnie, ale nie ukrywa, że dorobił się na czarnym rynku. – Biznes zaczynałem od skarpetek, założyłem niewielką fabryczkę i sprzedawałem je do Belgii – opowiada.

 Kiedy w 1948 roku obóz DP został rozwiązany, Josef i jego przyjaciele (też ocalali z getta) założyli niewielki sklep w sercu Frankfurtu. Już w połowie lat 50. Powstał projekt, który w przyszłości miał Buchmannowi przynieść ogromny sukces. W krótkim czasie stał się potentatem na rynku nieruchomości. W 1962 roku wybudował pierwszy we Frankfurcie drapacz chmur. Była to jednocześnie jedna z pierwszych tego typu budowli w Niemczech. Od tego czasu ma na koncie wiele innych potężnych inwestycji, w tym Nordwest Center, które zmieniły wygląd miasta i dały mu inne oblicze. Od wielu lat zarobione pieniądze przeznacza w znacznym stopniu na edukację, kulturę i pomoc socjalną. – Nie chcę wkładać pieniędzy tylko w zaprawę murarską i kamienie, ale także w ludzi – wyznał kiedyś.

W pierwszej kolejności fundował stypendia doktoranckie młodym naukowcom różnych dziedzin. Pomagał w nawiązaniu kontaktów między młodymi Izraelczykami i Niemcami. Od kilkunastu lat funduje też wyjazdy do Izraela polskim studentom. Już w 1982 roku stworzył fundację, która organizowała wymianę studencką między uczelniami w Tel Awiwie i we Frankfurcie, chce dołączyć do nich Łódź. Do dziś ponad 250 stypendystów skorzystało z możliwości odbycia ufundowanych przez niego staży doktoranckich. Od 1995 roku Wydział Prawa Uniwersytetu w Tel Awiwie nosi imię Josefa Buchmanna. Ariel Sharon, premier Izraela, podczas wręczania Buchmannowi doktoratu honoris causa Uniwersytetu w Tel Awiwie w 2002 roku powiedział: – Josef Buchmann jest żyjącym świadectwem losu narodu żydowskiego, który nawet po tragedii Holokaustu odrodził się jak legendarny feniks i zbudował nowe życie.

Od ponad 30 lat Josef Buchmann jest też obecny w rodzinnej Łodzi. Przyjechał pod koniec lat 80., jeszcze w czasach komunizmu. – Jak zobaczyłem biedną gminę żydowską na ul. Zachodniej, postanowiłem jej pomóc – mówi. Przez wiele lat przysyłał pieniądze z przeznaczeniem na stołówkę dla starszych członków gminy. Zaczął też finansować porządkowanie cmentarza żydowskiego przy ul. Brackiej w Łodzi. Dał pieniądze, by na polu gettowym, gdzie znajdują się groby ludzi zmarłych w czasie wojny, postawione zostały niewielkie pomniki. Stanęło wtedy kilka tysięcy betonowych nagrobków. W 2004 roku przekazał miastu 250 tys. euro (ponad milion zł) na budowę stacji Radegast. Hol Miast został wzniesiony dzięki szczodrej darowiźnie Josefa Buchmanna – „Pamięci Eliezera i Chai Sary oraz ich rodziny wywiezionych z tej  stacji do Oświęcimia” – czytamy na tablicy stojącej w sąsiedztwie pomnika ofiar getta. Rok później biznesmen sfinansował tworzenie bazy danych cmentarza żydowskiego w Łodzi, natomiast w 2009 roku w znaczącej wysokości wsparł budowę Pomnika Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w Parku Ocalałych.

Podczas obchodów 65. rocznicy likwidacji Litzmannstadt Getto prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył Josefa Buchmanna Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej – za wybitne zasługi w działalności na rzecz dialogu polsko-żydowskiego oraz w rozwijaniu współpracy między narodami. W ostatnich latach Josef Buchmann kilka razy odwiedzał Łódź, wspiera stypendiami studentów i młodych artystów, m.in. Chór Dziecięcy Miasta Łodzi.

(tekst: Joanna Podolska)