• EN

Europejski Rajd Szlakiem Jana Karskiego - KK i Warsaw Chapter Poland

10599162 658822630880466 4088833730588505804 nZazwyczaj najlepsze pomysły powstają podczas rozmów przyjaciół. Tak też stało się i teraz. Od pomysłu „pojedźmy szlakiem misji Jana Karskiego” do realizacji trzeba było tylko chwili. „Chwila” ta trwała kilka miesięcy i wiązała się ze szczegółowym przygotowaniem logistycznym całego przedsięwzięcia. Główną trudnością było dokładne zgranie czasowe spotkań odbywanych w czasie Rajdu. Musieliśmy dokładnie określić kiedy i gdzie będziemy na całej trasie, uwzględniając wszędzie możliwe poślizgi. Było to dość żmudne, choć na pewno nie tak żmudne jak planowanie tej misji 70 lat temu. Bez Internetu, komórek Google Maps i Booking.com za to z niebezpieczeństwem śmierci w przy każdej pomyłce.

Trasa Jana Karskiego, którą postanowiliśmy odtworzyć, wiodła z Łodzi poprzez Nowy Sącz do Koszyc. Następnie Budapeszt, Lubliana, Mediolan i Angers gdzie miał swą siedzibę Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie.
Tak też zaplanowaliśmy naszą trasę, doliczając powrót poprzez Paryż i Berlin, które również były na trasie podróży naszego kuriera choć w innym czasie.
Do naszej inicjatywy bardzo przychylnie odniósł się polskie MSZ, zapewniając nam wsparcie placówek konsularnych na naszej trasie, co zaowocowało możliwością zorganizowania spotkań z lokalnymi oddziałami naszego klubu i przybliżenie im sylwetki Jana Karskiego i jego przesłania. Udało się to dzięki wsparciu Centrum Dialogu im. Marka Edelmana z Łodzi i osobistemu zaangażowaniu  Szymona Pawlaka 10606370 656689147760481 4004882773360116146 n.
17 sierpnia, niedziela, wyjazd. Zimno i pochmurnie. Wyjeżdżamy z Warszawy w kierunku Łodzi. W Strykowie wita nas delegacja Lodz Chapter Poland, prowadzą nas do siedziby Centrum Dialogu im. Marka Edelmana. Tam oficjalnie rozpoczynamy Rajd. Krótki wykład, przekazanie materiałów które mamy dowieźć dla Stowarzyszenia Przyjaźni Polsko – Francuskiej w Angers oraz gadżetów dla zaproszonych braci z oddziałów naszego klubu z poszczególnych krajów. Trochę wywiadów dla mediów, i w drogę!
Wieczorem, Nowy Sącz wita nas czystym niebem. Plan kolejnego dnia to Budapeszt. Jednak najpierw spotkanie w Nowym Sączu z Panią Beatą Budzik i Panem Jerzym Leśniakiem – otrzymujemy ogromną porcję wiedzy nie tylko na temat samego Jana Karskiego ale i realiów tamtych czasów, roli załogi szpitala w Nowym Sączu w uratowaniu życia naszego bohatera oraz ceny jaką przyszło im zapłacić za swoje poświęcenie. Otrzymujemy kolejne materiały, w tym unikalny komiks o Janie Karskim (co dla nas ważne po angielsku). Ruszamy do 10609630 657290841033645 810601659054788060 nZakopanego, do Muzeum Tatrzańskiego, po kolejną porcję wiedzy na temat kurierów tatrzańskich tamtych lat. Spotykamy się z Wojciechem Szatkowskim. Oczywiście wjazd do Zakopanego zatkany. Aby zdążyć porzucamy nasz serwis car w korku i jedziemy „po linii”.
Nasze spotkania tego dnia i niezwykle ciekawi ludzie w nich uczestniczący doprowadziły do opóźnienia – wyjeżdżamy w stronę Łysej Polany o 16.00. Do Budapesztu docieramy poprzez nocną jazdę przez Słowację ledwo ciepli!
W Budapeszcie pogoda jak marzenie. 19 sierpnia stolica Węgier szykuje się do obchodów dnia Św. Stefana, patrona kraju. Odwiedzamy Parlament, oglądamy budynki ze śladami walk z Armią Czerwoną z ’56 oraz liczne tablice informujące o naszych rodakach pracujących w10599489 657801990982530 3969906527486638722 n tym pięknym mieście podczas wojny. Pozwalamy Węgrom spokojnie się szykować i jedziemy w kierunku Słowenii.
Ljubljana
Stolica Słowenii jak z obrazka, razem z Bojanem, bratem z naszego oddziału w Ljubljanie – Chapter Lipa – zjadamy kolację i zwiedzamy nocą zamek i miasto. Robi na nas świetne wrażenie, mili ludzie, piękna pogoda i świetne towarzystwo. Dochodzimy do wniosku, że rozmawiamy ze sobą po angielsku choć zasadniczo świetnie rozumiemy się bez tej protezy!
Następny dzień – spotkanie z prezydentem klubu w Ambasadzie RP w Ljubljanie. Niezwykle ciepłe przyjęcie zorganizowane przez Panią Bogumiłę Płachtej i współpracowników Ambasady. Przekazujemy informacje, materiały. Jeszcze tylko zdjęcie i odprowadzani przez braci z Chapteru Lipa jedziemy w kierunku Włoch.
Następny przystanek to Mediolan. Jako, że jechaliśmy autostradami obawialiśmy się nudy – jednak pogoda pozwoliła nam na rozrywki – jak w bollywood – czasem słońce czasem deszcz, a czasem oberwanie chmury. I tak 500 kilometrów.
10383557 658644357564960 2020997142788417009 nW Mediolanie umówione przez Internet spotkanie z braćmi z 5 Chapterów. Najpierw kolacja, a kolejnego dnia „część oficjalna”. Jednak, jako że nie otrzymaliśmy potwierdzenia uznajemy, że kolacja jest nieaktualna. Tym bardziej że nad Mediolanem szaleje burza. Jakież jest nasze zdziwienie gdy o 22.00 otrzymujemy sms’a – „where are you?” Szybkie przebieranie i jazda do klubu wskazanego przez brata z chapter Monza. Nasze zdziwienie jeszcze wzrosło na miejscu. Mimo późnej pory, środka tygodnia, burzy – czeka na nas z kolacją ponad 100 braci, większość przyjechała motocyklami. Wśród nich są wszyscy prezydenci chapterów. Czujemy się dowartościowani! Oczywiście10536934 658646307564765 3987363661363868948 nwino się leje i jest pięknie!
Rankiem dnia następnego zostajemy serdecznie przywitani w polskiej placówce dyplomatycznej (śliczna i po remoncie) przez Państwa Kołaczów Zuzannę i Grzegorza.
Pan Grzegorz przyznaje się przy Żonie oficjalnie iż marzy o Harleyu oczywiście popieramy te marzenia w całej rozciągłości a i Pani Zuzanna niesiona na fali zdarzeń wyraża zgodę miejmy nadzieję że nie długo zobaczymy Ich w „siodle”
Pilotowani przez Gospodarzy udajemy do Ogrodu Sprawiedliwych w Mediolanie , gdzie zasadzone jest m.in. drzewko Jana Karskiego.
Na miejscu wita nas równie imponująca grupa naszych braci ( wiec nie chodziło tylko by się z nami spotkać i zjeść kolację)
Dzięki uprzejmości Pani Zuzanny mamy ułatwienia w komunikacji gdyż nasz włoski pochodzi wyłącznie z Google translator).
Opowiadamy o misji Jana Karskiego zaczynamy dyskutować o realiach w ówczesnej okupowanej Europie ( ze strony Włoskiej postrzeganej inaczej jednak podobnie) na koniec konstatujemy iż mimo że ówczesne Włochy to niewątpliwie kraj faszystowski były zawsze przyjazne polskim kurierom .
Odwrotnie niż Słowacja.
Oglądamy w warunkach „polowych” film o Janie Karskim. Film robi tak mocne wrażenie iż roześmiani i rozgadani  naturalnie Włosi milkną. My ,mimo iż widzimy ten film po raz kolejny też…
Teraz juz tylko krótka wymiana materiałów i prezentów i ruszamy w kilkadziesiąt motocykli zdobywać Mediolan.
Jazda z naszymi braćmi z Włoch jest niezwykle żywiołowa i mimo wszelkich oznak chaosu sprawia nam ogromną radość i jest bardzo bezpieczna 
Tym samym stajemy się jedną z atrakcji turystycznych tego dnia w Mediolanie, nawet miejscowe służby mundurowe pozwalają spontanicznie wjechać nam w niedostępne normalnie miejsca. Mimo chęci pozostania musimy ruszać dalej. Przed nami przecież Alpy i cel – Angers.
10409061 659876044108458 7181622153860924692 nAby przejechać to z przyjemnością rozbijamy ten etap na dwie części – pierwsza wiedzie przez tunel pod Mont Blanc do Vichy (tego Vichy). Jakby Wam to opisać – Vichy to po prostu nasz Ciechocinek we francuskiej wersji. Dancingi na świeżym powietrzu, małe ciasne hoteliki za to ceny odwrotnie proporcjonalne. Wiek spotykanych osób – 70 plus. Na samym początku naszej przygody z Vichy niespodzianka – szukamy hotelu, 10599348 663441527085243 770580273110777462 nnawigacja zgłupiała. Dopada nas zażywna starsza Pani, która na nasz widok natychmiast przechodzi na niemiecki. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.
Jeden z naszych motocykli nie za bardzo znosi francuskie paliwo z domieszką rolniczego bio-czegoś i zaczyna dokazywać – wystrzelił w końcu rurę wydechową o 15 cm. Rano rozpoczynamy od rozbiórki wydechu na ulicy. Po niezwykle efektywnej naprawie (liczą się mocne buty, dzięki którym wydech znalazł się na swoim miejscu) ruszamy do Angers. Pogoda nas rozpieszcza.
Cel osiągnięty – Angers. Przepiękne miasto, cudny zamek nad Loarą. A tak poza tym to wiele nie ma… Jako, że zaplanowaliśmy tu postój dwudniowy więc wykorzystujemy kolejny dzień na… podróż do St. Nazaire. W końcu nie można pozwolić sobie na „rozhartowanie” 4 liter . Chwila wytchnienia nad Atlantykiem i zwiedzamy bazę niemieckich U-botów z II wojny. Wrażenie robi duże, szczególnie ilość zużytego materiału na stworzenie czegoś z czym dzisiejsza Francja kompletnie nie wie co ma zrobić.
Oglądamy jeszcze Rosyjskie okręty wojenne w porcie (w tym słynnego Mistrala, obecnie Władywostok) i jedziemy pięknym mostem nad ujściem Loary do Atlantyku. Ku naszemu zdziwieniu przejazd jest bezpłatny! We Francji!!
Poniedziałek, Angers – spotkanie z Panem Pierre’m Bosse – prezesem Stowarzyszenia Anjou – Pologne. Przekazujemy nasz ładunek, materiały o Janie Karskim, znaczki itp. Okazuje się, że będą bardzo przydatne. Stowarzyszenie prowadzi liczne akcje informacyjne i bardzo im zależy na wszelkich materiałach wspomagających.
Po krótkim spotkaniu ruszamy w również krótką podróż do Paryża. Paryż nas wita pogodą pod żabami. Pozwalamy sobie, na krótką wieczorną wycieczkę, korzystając z paskudnej pogody wjeżdżamy na wieżę Eiffl’a bez kolejki! Niestety dzielne służby ochrony nie pozwalają nam wnieść flagi (po co ją trzymaliśmy na wierzchu?). Za to na wierzy wśród pamiątek znajdujemy „przedstawiciela” filmowego klubu Son’s of Anarchy w pełnych barwach. Niezwykle rozbawieni spotkaniem i powagą osoby jak również barw noszonych z dumą na plecach wracamy do hotelu!
Kolejny poranek wita nas mżawką. Przedstawicielka Instytutu Polskiego w Paryżu, po 10 minutach przy domofonie stwierdza, że spotkanie w sprawie Korczaka jest  jutro (!?!). Podbudowani, pozostawiamy materiały na jutrzejsze spotkanie o Korczaku (czy jak to określiła Pani – Korczak, Karski tak, tak…). Nie komentując ruszamy dalej. Ambasada w Paryżu odzywa się do nas w kolejnym dniu pytając gdzie jesteśmy bo oni czekają. Ot, Pani w instytucie nawet nie zadzwoniła…
Kolejny etap to Berlin ale aby znów się nie nadwyrężać nocujemy w Liege, w Belgii. Miasto wita nas istnym oberwanie chmury. Musimy się zatrzymywać w czasie jazdy aby choć chwilę postać i przetrzeć wizjery – nic nie widać! Jakość jezdni jak na naszej gierkówce w latach 90, nawet znaki ostrzegające o aquaplaningu ustawili – kto u nas o tym pamięta? Liege to miłe miasto, choć trochę w typie skansenu o nazwie „przebudowa miasta XIX wiecznego w latach ‘70 – wystawa stała”.1530503 658647014231361 5706111018743362810 n
Planujemy kolejnego dnia odwiedzić słynną, „nie do zdobycia” , twierdzę Eben Emael – niestety okazuje się, że zwiedzanie nie jest łatwe – trzeba trafić w jeden z dni kiedy jest otwarta. Nie mamy szczęścia więc ruszamy do Berlina. W czasie wyjazdu nasz service car najeżdża na betonowy pachołek wysokości 15cm – wymiana opony konieczna. Opóźnienie 5 godzin. Wyłom w budżecie jak w obronie Belgii w ’40 roku (co Liege to Liege). W ten sposób musimy skorygować naszą podróż. Zamiast do Berlina dojeżdżamy do Hanoweru. W ramach rozrywki, znów naprawiamy wydech oraz odwiedzamy lokalnego dealera HD – może coś zaradzi?
Dalsza podróż przebiega bez przygód i jeszcze tego samego dnia lądujemy w Poznaniu. Jeden z członków Rajdu tu pozostaje (tu mieszka), a my po krótkim odpoczynku ruszamy do Warszawy.
30 sierpnia, po 13 dn10653421 665532213542841 8166099636511357981 niach w siodle, ponad 5 000 km i 5 stolicach, po nawiązaniu wspaniałych przyjaźni i wielu przygodach, na opis których tu nie mamy miejsca, wróciliśmy do Warszawy witani przez członków naszego Klubu oraz Panią Natalię Ceterę z Muzeum Historii Polski.
Podróż niezwykła. Przesłanie zaniesione. Plany na kolejne lata zrobione. Jan Karski niesie swe przesłanie o tolerancję nadal. I spotyka się ze zrozumieniem. Jesteśmy dumni, że mogliśmy być częścią tej historii.
Dzięki niezwykłej legendzie Jana Karskiego i połączeniu jej z legendą Harley’a udało się dotrzeć do miejsc i osób zazwyczaj zupełnie nie dostępnych dla takich misji. Udało się ożywić przekaz i udało się rozpocząć coś, co przy odrobinie szczęścia może przerodzić się w coś większego i trwalszego.
CDN…..