• EN

Raport dzieci event

Historię ocalałej z Holokaustu Ireny Szczurek poznałam, uczestnicząc w organizowanym przez Centrum Dialogu spotkaniu dla międzynarodowej grupy studentów. Dobrze było usłyszeć historię z czasów II wojny światowej, w której mimo przeciwności losu i tragedii ludzkich, obcy człowiek potrafił tak mocno zżyć się z ratowanym dzieckiem.

Już na początku opowieści dowiedziałam się, że obraz i historia rodziny wspominana przez Irenę Szczurek opiera się na opowieściach ludzi znających jej rodziców. Pani Irenie nie udało się zachować wspomnień o biologicznej mamie Emilii, udało jej się jednak zachować wspomnienia o ojcu Izydorze i bracie Bronisławie. Zasłyszane opowieści budują obraz szczęśliwej rodziny.

SzczurekPani Irena urodziła się w Radomsku tuż przed wybuchem II wojny światowej – w 1938 r., jako Renata Paulina Präminger.

Wraz z rozpoczęciem wojny rodzina przeniosła się do miejscowości Brody (dzisiejsza Ukraina), gdzie mieszkali dziadkowie Renaty i Bronisława. Do getta brodzkiego trafili w 1942 r. Nawet za murami dzielnicy żydowskiej mogli liczyć na pomoc przedwojennej niani Renaty – Marii Horniak, która narażając życie przynosiła im do getta ciepłe ubrania i jedzenie.

Warunki w getcie pogarszały się z dnia na dzień. Do horroru głodu i chorób doszło widmo deportacji do obozu zagłady w Bełżcu. Wtedy Izydor wraz z Marią opracowali plan wyprowadzenia 4-latki z getta. Tak Renata miała stać się Ireną – córką swojej przedwojennej opiekunki. Nie skąpiąc łapówek dla strażników, udało się zorganizować dla ojca Ireny przepustkę na aryjską stronę, a ją samą wyprowadzić z getta. Kontakty z ukraińskimi strażnikami ułatwiało pochodzenie niani – również była Ukrainką.

Przystosowanie małej dziewczynki do życia bez rodziny nie było łatwe. Uroda Pani Ireny znacznie odbiegała od wyglądu Ukrainek, trzeba było ją również przyzwyczaić do nazywania niani mamą i zaznajomić z chrześcijańskimi tradycjami i modlitwami. Jak mówi Pani Irena: Ta religia została mi wmuszona, ale jestem za to wdzięczna – zaakceptowałam tego Boga.

W końcu Emilia i Bronek stali się ofiarami jednej z łapanek w getcie. Chłopcu szczęśliwie udało się z niej wydostać – pod osłoną nocy zapukał do drzwi opiekunki Pani Ireny. Niedługo potem dołączył do nich także ojciec, który w trakcie wywózek przebywał właśnie na jednej z wykupionych przepustek. Ukrywanie całej rodziny było niebezpieczne. Dlatego znów zdecydowano się rozdzielić – Izydor i Bronisław trafili do wysoko opłacanej kryjówki u okolicznego rolnika, gdzie całymi miesiącami chowali się w słomie.

Na wsi ukrywali się prawdopodobnie do początku 1944 r., kiedy Maria, idąc zapłacić kolejną ratę za ukrywanie Izydora i Bronisława, odkryła, że dwaj mężczyźni zniknęli. Nie wiadomo, czy ukrywający chłop zadenuncjował ich Niemcom, czy sam zamordował.

Tak Maria i Irena stały się najbliższą rodziną. Decyzja byłej niani, by całe swoje życie poświęcić wychowaniu i ochronie małej dziewczynki, była bardzo szlachetna. Zwłaszcza że wśród swojego rodzeństwa miała braci o antysemickich poglądach, którzy odgrażali się, że sami wydadzą ją Niemcom. Nowa mama – Maria robiła wszystko, by ochronić córkę przed złem wojny i otaczającego świata oraz choć próbować wynagrodzić jej poniesioną stratę.

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak wiele ta kobieta musiała mieć siły. Nie posiadała wykształcenia – ukończyła tylko 4 klasy podstawowej szkoły ukraińskiej, podjęła ciężką pacę fizyczną, by zapewnić Irenie godne życie.

Po wojnie szukały swojego miejsca na ziemi. Ostatecznie trafiły do Opola.

Dziewczynka bardzo dobrze radziła sobie w szkole, szybko zawierała nowe znajomości. Mimo to wścibscy ludzie z sąsiedztwa nie szczędzili komentarzy na temat jej pochodzenia. Nazywali ją ładną Żydóweczką lub żydowiną. Mimo tych przeciwności losu dostała się na matematykę na Uniwersytecie Wrocławskim.

Dopiero jako dorosła kobieta odważyła się poruszyć z Marią temat swojego pochodzenia. Wyznały sobie prawdę, co zbliżyło je do siebie jeszcze bardziej. W latach 60. Pani Irena dostała od dalszej rodziny kilka propozycji wyjazdu do Izraela. Miłość do drugiej mamy nie pozwalała jednak zostawić jej samej.

Dla zgromadzonych wokół niej na spotkaniu studentów czymś bardzo dziwnym był spokój, z jakim mówiła o oprawcach swojej rodziny. Jak przyznała dużą rolę w wybaczeniu odegrała religia, która pozwoliła jej się z tym pogodzić. Odpowiedzi na podstawowe pytanie „Kim jestem?”, były przez nią odnajdywane latami – przechodziła przez depresję i ogromny smutek, aż w końcu dotarła do momentu, w którym opowiadanie swojej historii przynosi jej ulgę.

Uczestnicy spotkania, w tym ja, byli bardzo wdzięczni za możliwość wysłuchania tej opowieści. Maria Horniak pośmiertnie otrzymała medal Sprawiedliwej wśród Narodów Świata.

 

Autorzy:

                                                                                    FlorczakLewy

                                                                                              Aleksandra Florczak                                         Patryk Lewy