Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi
  • EN

Bałucki Słownik

R - BAŁUCKI SŁOWNIK

RAPETKI racice wieprzowe, po ugotowaniu i obraniu stanowiące składnik ->drygli.

RUDA ZOCHA legendarna postać, złodziejka; prowadziła na Starym Rynku szkółkę dla złodziejaszków; zakochana w ->Antku z Bałut.

RYCZKA drewniany stołeczek; dawniej obowiązkowy element wyposażenia każdego domu. Ryczka była prostokątna, pośrodku siedziska znajdowało się podłużne wycięcie na dłoń, dzięki któremu można było sprawnie przenosić stołek.

* Zdzicha porozkładała wszystkie rzeczy na ryczce, bo ryczka jest ladą. Kartofle to salceson, pieprz to rodzynki. Położyła te badyle i to jest sucha kiełbasa. Józek zrobił jej fajną wagę z pudełek od globinu… (Honorata Chróścielewska, Córka tego, co tramwaje jego).

RYNEK BAŁUCKI kiedyś centralny plac osady Nowe Bałuty, z czasem bardzo ruchliwy plac handlowy. Z targów na Bałuckim Rynku żyła większość miejscowych rzemieślników. Tu korzystali z ich usług nie tylko przybyli na furmankach chłopi i podmiejscy hodowcy warzyw, ale także mieszkańcy Bałut. Obok sprzedających swe produkty chłopów rozkładali stoiska bałuccy rzemieślnicy – krawcy, szewcy, rymarze oraz szklarze. W okresie okupacji niemieckiej rynek był jednym z najważniejszych miejsc w Litzmannstadt Getto, do którego można się było dostać tylko za okazaniem specjalnej przepustki. Na rynku i wokół niego umiejscowiono główne punkty administracji niemieckiej i żydowskiej w getcie. W barakach na Rynku Bałuckim mieściła się ekspozytura niemieckiego zarządu getta, a także Centralny Sekretariat, gdzie znajdowały się biura Chaima Mordechaja Rumkowskiego (Przełożonego Starszeństwa Żydów w łódzkim getcie). Rynek Bałucki był również placem przeładunkowym, przez który do getta trafiały opał i żywność z podłódzkich miejscowości. W latach 2007–2009 przeprowadzono modernizację targowiska i wybudowano nowe hale targowe.

* Kiedyś na Bałuckim Rynku można było kupić wszystko! Czego tam nie było?! Stoiska z butami, torbami i odzieżą. Dalej stoiska z warzywami i owocami; i dalej z mięsem. Pieczywo, ciasta, proszki do prania, szmuglowane fajki, bimber, przeczytane książki, znoszone gacie, ale może jeszcze komuś przydatne, szczeniaki, rybki akwariowe, meblościanki, znaczki, monety, wszystko.

* Chodzenie na rynek to był taki cotygodniowy rytuał. Tam każda rzecz miała jakąś historię, nawet o pomidorach można było ze sprzedawcą pogadać, on nawet czasem dawał spróbować, i nawet dawał na kreskę, bo nas znał i wiedział, że i tak za tydzień do niego wrócimy.

* Rynek Bałucki to kiedyś był cały świat, to znaczy, ja mam na myśli – centrum wszystkiego, bo wszystko można tam było nie tylko kupić, ale i załatwić. To znaczy – kto wiedział, ten załatwił. Czarno od ludzi, wszystkiego pełno, tak ja pamiętam rynek. A teraz, jak hale pobudowali, to już nie to samo. Jeszcze tam na Dolnym, gdzie warzywa, trochę tego klimatu niby jest, ale to już są resztki, jakby opary. No i trochę ta część ze starociami jeszcze się jakoś trzyma, to też swój klimat ma, tam jeszcze się przejdę czasem, nie powiem.

* No Rynek Bałucki to kiedyś było coś! Nie było dnia, żeby człowiek nie chciał po coś zajrzeć, a już przed wolnym jakimś to musowo. Przecież to było wszystko w jednym miejscu, coś pięknego! I te kapele, aż życie tam tętniło. A teraz to już tam w ogóle nie chodzę. Zabudowali jakimiś halami, po co to komu było? Teraz już nie warto chodzić, nie ma nawet za bardzo po co, bo całą tę atmosferę, za przeproszeniem, szlag trafił i ten handel, co był kiedyś, to przede wszystkim też.

* Z muzyką to ja Rynek Bałucki kojarzę. Kapele oczywiście i po podwórkach chodziły, ale najlepsze to ja pamiętam z Bałuckiego właśnie. Jak sobie przypomnę, to aż mi ta muzyka w uszach jeszcze gra. Szkoda, że to wszystko tak przeminęło.

* Rynek Bałucki to jest absolutny fenomen. Ja tam chodzę od dziecka. My tam chodziłyśmy zawsze co sobotę. Wtedy jest największy targ. Wcześniej była część dolna i ta część górna, gdzie teraz jest hala. Na górną szło się po mięso i coś tam, a na dolną po wszystkie warzywa i owoce, a tam dalej, co nadal jest, tylko jest trochę przesunięte, jest targ staroci. Tam po prostu wszyscy wszystko wystawiają i tutaj czas się po prostu zatrzymał. Oczywiście jak idziesz tam w sobotę, niezależnie od pory roku, jest tam taki tłum, że cię szlag trafia i trzeba się bardzo pilnować, bo jest dużo złodziei. Ale wiesz, gdzie kupisz najlepsze warzywa i owoce. Teraz trochę się wszystko zmieniło przez te hale, ale mimo wszystko jest to jakaś taka miejscówka pewna. Muszę być bardzo zdesperowana, żeby kupić gdzie indziej warzywa czy owoce. Wiadomo, że wszędzie ceny wzrosły, ale tam jesteś pewna, gdzie, od kogo kupujesz. Pamiętam, że jak byłam mała, to ja wyczekiwałam tej soboty, wiedziałam, że muszę iść, bo muszę mamie pomóc, ale to było takie poczucie, że możemy kupić coś jeszcze, że ja mogę sobie powybierać te wszystkie owoce. A najbardziej to się cieszyłam na ten targ staroci i chyba stamtąd mamy kołatkę na drzwi. No dużo rzeczy tam pokupowaliśmy.

* Och jak ja lubiłam chodzić z mamą na rynek! Pamiętam, że zawsze musiałam wcześniej dobrze zapamiętać, jaką spódnicę mama założyła. Wystarczyło, że się zapatrzyłam dłuższą chwilę na jakieś stoisko i już mamy nie było. A tam był taki tłum ludzi, że jak ja byłam mała, to tylko właśnie po spódnicy mogłam mamę wypatrzeć. I tylko próbowałam się przeciskając między ludźmi przypomnieć jaką spódnicę dziś mama ma na sobie.

RYNSZTOK służący do odprowadzania ścieków otwarty kanał między ulicą a chodnikiem. Popularne rozwiązanie na obszarach miejskich, gdzie nie było kanalizacji. Do rynsztoków wylewano wszelkie nieczystości z gospodarstw domowych. Płynące wzdłuż ulic ścieki wydawały charakterystyczny odór.

* Bałuty to były przeorane rynsztokami. Ktoś kiedyś powiedział, że Bałuty leżały nad rynsztokami.

* Do niedawna na Czeremowskiej były jeszcze rynsztoki.

* Jak wylewano wodę po praniu, to dopiero była frajda. Można było skakać w tej wodzie, co szczególnie jak było ciepło było świetną zabawą.