"Ventzki. Dzieci sprawców, dzieci ofiar"

alt25 sierpnia 2009 r. o godz. 17.00, w przeddzień rozpoczęcia obchodów 65. Rocznicy Likwidacji przez Niemców Litzmannstadt Ghetto,  w sali kinowej Muzeum Kinematografii odbędzie się premiera filmu nakręconego w tym roku w Łodzi "Dzieci sprawców, dzieci ofiar". Bohaterem tego obrazu w reżyserii Piotra Szalszy z Wiednia jest Jens-Jurgen Ventzki. Jego ojciec - Werner Ventzki, członek NSDAP, zagorzały nazista - zasiadał na stanowisku nadburmistrza Litzmannstadt (jak Niemcy nazwali okupowaną Łódź) od maja 1941 do sierpnia 1943 r. Administracyjnie podlegało mu Litzmannstadt Ghetto.


  Syn nadburmistrza przyjechał do Łodzi po raz pierwszy w 2001 roku: odwiedził archiwum, znalazł swoją metrykę. Podczas kolejnej wizyty w styczniu 2009 r. trafił do willi, gdzie się urodził. Na stacji Radegast wraz z prezydentem Kropiwnickim patrzył na wagon, którym hitlerowcy wywozili Żydów do obozów zagłady. W Grand Hotelu, w którym Jens-Jurgen się zatrzymał, dostał książkę, w której jest opowieść o bankietach wydawanych przez jego ojca dla hitlerowskiej elity. Podawano na nich krewetki, ostrygi i żabie udka. Jest nawet informacja o wieczorze pożegnalnym nadburmistrza z 23 lipca 1943 r., który miał miejsce w pałacyku przy ul. Bednarskiej, gdzie wypito 364 kieliszki wódki.

  Werner Ventzki wiedział o Zagładzie. Wiedział o Kulmhof am Ner (Chełmnie nad Nerem)i o Auschwitz. Nadburmistrz Łodzi mieszkał z rodziną w pałacyku przy ul. Bednarskiej, który stoi dziś w parku Legionów. W 1943 r. zrezygnował ze stanowiska i trafił na front, ponoć sam zgłosił się do Waffen SS - dla przyszłej kariery. Rodzina Ventzkich opuściła Łódź jesienią 1944 r., wiele miesięcy przed wkroczeniem Rosjan. Po wojnie dawny nadburmistrz wiódł spokojne, dostatnie życie niemieckiego urzędnika. Nigdy nie został pociągnięty do odpowiedzialności za swoje czyny. Zmarł w 2004 r. w wieku 98 lat. Nigdy nie dowiedział się, że jego syn był w Łodzi trzy lata wcześniej.

   Był dobrym ojcem - wspomina Jens –Jurgen Vencki. - Wiedziałem, że w czasie okupacji był burmistrzem Łodzi, ale nie miałem pojęcia o jego udziale w Holokauście. Gdy to sobie uświadomiłem, byłem wstrząśnięty – mówił w wywiadzie dla „Gazety Łódzkiej”.
W 1990 r. Jens-Jurgen obejrzał we Frankfurcie wystawę o łódzkim getcie i po raz pierwszy uświadomił sobie straszliwą prawdę. Minęło jednak kolejne dziesięciolecie, gdy zaczął iść po śladach ojca i gromadzić dokumenty. - Nawet po wojnie był nazistą, czasami wyrywało mu się, że Hitler był wielkim człowiekiem. Nie mogliśmy tego słuchać. Kiedyś mojej żonie powiedział: jestem antykomunistą, antysemitą i antydemokratą. Ale jako nastolatek tego nie wiedziałem.

  Odkrywając prawdę Ventzki trafił do archiwów w Łodzi, w Berlinie, w Jerozolimie. - W "Litzmannstadter Zeitung" znalazłem artykuły, gdzie opisywano, jak ojciec przemawiał na różnych spotkaniach w Łodzi. Był świetnym mówcą, doskonałym propogandystą. Ale najgorsze było zobaczyć jego nazwisko na dokumentach. On wszystko wiedział.
Jens Jurgen Ventzki czuje brzemię przeszłości, spotyka się z młodzieżą, opowiada swoją historię: - Jestem synem sprawcy. Mój ojciec nie został pociągnięty do odpowiedzialności. To jest moje wyciągnięcie dłoni do Żydów, do Polaków. Robię to dla siebie, ale może też dla innych. Tylko rozliczając się z przeszłością można zbudować przyszłość.

Film "Ventzki. Dzieci sprawców, dzieci ofiar" w reżyserii Piotra Szalszy z Wiednia został realizowany w ramach projektu "Europejskie wspomnienia". Zdjęcia kręcone były w Łodzi.